strona główna

(muzyka,
opowiadania,
rysunki...)







interesujące strony :  


Głos
Rydzyka


Felieton
Kurpia Białego


czarownica
ZŁA


balkanblues

































































































































































































śmieszne teksty - A do E
śmieszne teksty - F do K
śmieszne teksty - L do O
śmieszne teksty - P do R
śmieszne teksty - S do V
śmieszne teksty - W do Z

 
 

 

 

 





Witam szanownych polityków,
politykantów i politykanciarzy.

    Ta stronica jest o Was i dla Was -
politykierów, polity-trefli, asów i blotek. Podczas czytania proszę zachować czujność. Jesteście rejestrowani; wszystko co od tej pory przeczytacie, może być użyte przeciwko Wam.
Dla dobra Polski.

polityka © nowości © satyra
rysunek © karykatury © rebusy
nieświeży, zjadliwy felieton!

   Teksty i grafikę uwiązałem do siebie prawami autorskimi, żeby mieć pieniądze na procesy. Rysunki podpisane "DAGBAC" powstają w pracowni Dagny Gru w Holandii, a dopsuwam je na miejscu.

Zapraszam podstępnie.        

Jazzski   

 

 

 

* * * * * * * * * * * * *

 


Wiadomości







Myśli Jazzskiego
Kiedy człowiek ma wypolerowany awers i domyty rewers,
ufa że nic nie wiadomo o jego sfałszowanym nominale.


* * * * * * * * * * * * *





  Jazzski

  DZIECKO Z KĄPIELĄ WYLEWAĆ  -   ...::::Jazzski ::::...

  Czy my żyjemy w państwie prawa? - nie.   A, czy chcemy żyć w takim? - tak.   A kiedy żyć w państwie prawa będziemy? - nie wiadomo.   To, o co, w końcu, do jasnej nędzy, chodzi?!   - To zawiła sporawa. Tak skomplikowana, jak my sami.
  Chcemy demokracji, czyli stanu w którym rzeczywistość dookoła nas uporządkowana jest przez zbiór zasad - pisanych i nie - które to zasady sami powymyślaliśmy, lub wybraliśmy ze sprawdzonych już, przez dobre funkcjonowanie w innych organizmach państwowych. Zasady te mają nam służyć - czyli "chcieć" naszego dobra. Tylko, że owo dobro nasze nie jest jednoznacznie formułowalne. Zasady winny więc rozumnością przewyższać co najmniej materię, do której się odnoszą.
  Zejdźmy na ziemię, pomiędzy ulice, bloki, skwery i inne przestrzenie publiczne. Aktualnie wszyscy się zgadzamy, że nie chcemy, żeby pijani łobuzi dawali nam w mordę, kiedy idziemy chodnikiem. Bo od tego zawsze się trochę pobrudzi ubranie, albo nawet naderwie. A w ogóle, to my swój testosteron wolimy pożytkować ciut inteligentniej, niż w szarpaczce z obcym nam panem chuliganem. Wybór sposobu rozrywania się należy do naszych podstawowych praw, któreśmy sobie ongi wywalczyli, przepędzając Komucha z powrotem za Bug.
  Całe społeczeństwo jest w tej sprawie po naszej - społeczeństwa - stronie, więc zleca organom administracyjnym kraju wydanie przepisów - żeby chuligan nie chuliganił, bo my już nie chcemy.
  Po upływie stosownego czasu, w poczuciu że odpowiednie przepisy już działają, idziemy z młodą i ładną żoną, oraz dzieckiem w nowym i ładnym ubranku na spacer nad Kanałek Marymoncki. Siadamy na ławeczce. W oddali widzimy w krzakach grupkę obywateli, którą pokazujemy dziecku.
- Widzisz, dziecko - tak kiedyś wyglądali chuligani. Byli groźni i nieprzyjemni. Można było od nich dostać w mordę, ubrudzić sobie ubranko, a czasem nawet chcieli za to pieniędzy. Ale teraz mamy takie prawa, że już im nie wolno. Widzisz? - tylko stoją w krzakach i piją z butelek, ale do nas już nie podchodzą.
- Blawo tatuś, blawo! - odpowiada dziecko, jak to dziecko.
Żona wyciąga z torebki puszkę piwa nabytą po drodze w delikatesach, specjalnie z okazji spaceru.
- Otwórz mi, kochanie, bo ja mam paznokcie.
Otwieram. Czas płynie uroczo. Kiedy żona "jest" w połowie puszki, podchodzą do nas dwaj panowie w mundurach i pytają, czy wiemy, że obowiązuje przepis, iż nie wolno pić piwa w miejscach publicznych?
- Coś słyszeliśmy, ale to jest, zdaje się, miejsce piknikowe, a obok, zdaje się, widzimy lokal z ławami dookoła, a na nich - głównie piwo i kiełbaski.
- To nie szkodzi. Tam jest miejsce wyznaczone, a tu nie. Będzie mandat.
- A tam, w krzakach, już panowie byli?
- A po co?
- Tam w krzakach cała grupa pije coś z butelek, a jeden sikał stojąc przodem do nas; aż dziecko widziało!
- My nikogo nie widzieliśmy.

  Kochane społeczeństwo! Musimy bardzo uważać, kogo wybieramy do władz, żeby konstruował nasze przepisy. To naprawdę musi być ktoś w miarę rozgarnięty. Żeby przepis celował dokładniej w zjawisko, które chcemy uregulować, a nie - w jakieś podobne, czy o podobnie brzmiącej nazwie. Jeśli, na przykład, walkę ze złodziejami samochodów będzie się prowadzić poprzez zakazywanie trzymania samochodów na wolnym powietrzu - to ja dziękuję za takie prawodawstwo! To ja już będę wolał anarchię, jako bezpieczniejszą.   Bo nie będzie już takich stróżów "porządku", których mundur wprowadza mnie w błąd mniemania, że przechadzają się oni w plenerze dla mojego bezpieczeństwa, podczas kiedy to właśnie na mnie i mandat ode mnie się tutaj poluje.




  Jazzski

  SFOTYGOWANA

  Jest taka kategoria osób, od razu budzących u otoczenia jakiś opiekuńczy instynkt. Żyją wśród nas. Osoby to zwykle pogodne i na wygląd nieszkodliwe, o ile nie wezmą w ręce jakiegoś steru, czy kierownicy.
  Za młodu w Zakopanem, miałem taką ulubioną dróżkę przez górkę obok Domu Turysty, z której fajnie rozpędzałem się na rowerze, następnie najeżdżając na ziemną fałdę odbywałem skok. Potem w pędzie wypadało się zza rogu budynku na asfaltową alejkę i gnało w swoją stronę. Jednego razu mijam ów węgieł "ze szwungiem" i... nadziewam się na autokar wycieczkowy z gromadą ugarniturowanych krajan, którego tu nie miało prawa być - bo zakaz wjazdu. Przez przednią szybę widać patrzącego na mnie z zainteresowaniem, uśmiechniętego "działacza" z ręką na klamce.
Nawet, jeżeli teraz dam kontrę - i tak nie wyhamuję przed zawalidrogą. Ale pomiędzy autobusem, a kamiennym murkiem dostrzegam ponad metrowy prześwit. Wystarczy, żebym swobodnie "śmignął" - oceniam. Kiedy więc śmigam obok autobusowych drzwi, uśmiechnięty przyjaciel, nagle je otwiera.
Łomot - leżę. Kolano i łokieć pomału pokrywają się krwią. Początkowo nie mogę się podnieść, ani wyrzec słowa, choć bardzo chcę zapytać tego don Kichota - DLACZEGO?!
On natomiast, szczerze zatroskany, powiada: "ojej, pan dopiero się uczy, tak?".

  W jednym z moich pierwszych miejsc pracy, zatrudniony był pewien wesoły Luluś. Pocieszny, nic nie rozumiejący, ale zawsze z uśmiechem spełniający proste polecenia. Robotnicy kpili z niego, bo kaloryfer nazywał "kalolafiorem", termometr - "termoforem", a popularne wówczas wyrażenie "RMF-fm" umiał powtórzyć jedynie jako "fefefefefem".
Aż zapisał się Luluś na tzw. "pielgrzymkę" autokarem do Watykanu. Współpielgrzymi dworowali sobie zeń - bo nie zabrał z Polski niczego na handel, a to przecież "święty obowiązek" był. W Rzymie, na parkingu Luluś dostał się za kierownicę autobusu. Autobus - głupie bydlę - ruszył i puknął w inne auto; na szczęście bez pasażerów. Napędziło to stracha: organizatorom wobec ewentualności odszkodowania, a reszcie wiernych - przed możliwą kontrolą bagaży przez Guardia di Finanza. Wszystko skończyło się jednak tylko śmiechem, żartami i docinkami wobec Lulusia przez drogę powrotną.
Sam Luluś po powrocie opowiadał tak: "Fajna była wyciecka. A wsyscy tak mnie straśnie polubili, ze uśmiechali sie do mnie cały czas i gadali, ze z całej podróży, to najbardziej bedom pamientać Lulusia".

  A prezydent Kaczyński z jakichś powodów chciał na stanowisko ambasadora RP przy ONZ przeforsować kandydaturę niejakiej Anny Fotygi. Główne, z czego zasłynęła ta niezmiennie pogodna osóbka - to pokaźny zbiór wpadek i zachowań niestosownych, zdających się wynikać z nierozumienia rzeczywistości.
A opowiedziała ona o sobie tak: "Człowiek o moim życiorysie jest naprawdę głęboko poraniony przyglądaniem się temu, co się dzieje z polską polityką zagraniczną" oraz tak: "Kiedyś w Nairobi zaczepiła mnie obca osoba i zapytała: - Czy to ty jesteś tą legendarną Anną Fotygą?" (- tu charakterystyczny, błogi uśmiech).

  Nie należę do bojaźliwych. Ale bałbym się takiego poranienia, które może zafundować nam za darmo i bez sensu ktoś permanentnie radosny, obezwładniająco prostoduszny, przez nieuwagę dopuszczony do głównych urządzeń sterujących. Ktoś taki potem dobije nas jeszcze słowami:  A co wy, jacyś tacy pokaleczeni jesteście?




  Jazzski   348.
  POLITYK - SÓL ZIEMI W OKU NARODU   ...:::: Jazzski ::::...

  Nawet za czasów PRL premierzy i inni ważni sekretarze stery dzierżący, zanim wyszli z chłoporobotnictwa i wzięli się za rządy - wpierw pobierali jakieś nauki, nadające im - co najmniej dostateczny - szlif salonowego obycia. Podstawowym, jak się zdawało, elementem tego szlifu było opanowanie niezbędnych reguł gramatycznych języka polskiego, oraz pozyskanie zasobu słownictwa i pojęć encyklopedycznych, w ilości pozwalającej nie kompromitować się w wypowiedziach publicznych. Sądziliśmy (my - społeczeństwo), że tak już w życiu jest, iż piastujący stanowiska państwowe po prostu MUSZĄ mieć opanowane te podstawy tak, jak pies musi umieć szczekanie - i rzeczywiście od wieków żaden pies nie ważył się tego wykształcenia nie zdobyć.
A politycy?
  Przemysław Edgar Gosiewski - minister (nie wiem od czego - peronów, czy coś), zdradził, że jest potomkiem samego hetmana Wincentego Gosiewskiego. Który, jak się wie, rozbił w Bitwie Pod Prostkami w 1656 r. armię brandenbursko-szwedzką. Ale szlachectwo owo, najwyraźniej nie zobligowało pana Przemysława Edgara do chodzenia do szkół na tyle pilnie, żeby odróżniać np. filipiki od Filipinek. Wykształcenie tego dygnitarza jest wyższe; w każdym razie papiery tak mówią.
  Skoro jeden prominent pochwalił się przodkiem, to i zdecydował się następny - poseł Marek Suski. Ten ogłosił, że jego prapradziadek był pułkownikiem przy konfederacie Kazimierzu Pułaskim. Przepraszam! - nie. Pan Marek Suski wygłosił w telewizji, że jego antenat walczył przy PUŁAWSKIM. Musimy więc teraz wydedukować, czy pan poseł celowo nie chce swojej rodziny wiązać z Kazimierzem Michałem Wacławem Wiktorem Pułaskim, herbu Ślepowron - bo ten, jak nam wiadomo, został w Polszcze za próbę królobójstwa osądzony i na śmierć skazany, przez co ucieczką do Turcyji salwować się musiał - czy też pan poseł Ziemi Radomskiej po prostu nie wie, jak się "Pułaski" pisze?   - Ja obstawiałbym, niestety, to drugie.
  Wnioski :  
No, cóż...  Przynajmniej psy i inne zwierzęta domu naszego tak, jako i dawniej, swoje miejsce znają, takoż i funkcje, do których predyspozycje mają.  A pan George Orwell tylko fantazjował. Ufajmy temu - fantazjował.




  Jazzski
  KTO NAMI CHCIAŁ RZĄDZIĆ? - I    -   ...::::Jazzski ::::...

  Był taki zakręt historii niedawnej, który, chcąc - nie chcąc, pamiętać trzeba, choćby ku przestrodze. Wiceminister w resorcie edukacji Mirosław Orzechowski oświadczył publicznie, że nie wierzy w teorię ewolucji na Ziemi. Polscy uczeni załamali ręce. Przedstawiciele Polskiej Akademii Nauk wystosowali w tej sprawie oficjalny protest.
  Ale po co? Wystarczyło spojrzeć w twarz szefowi pana ministra, Giertychowi Romanowi, żeby wywnioskować, że Ziemia jest płaska, a ewolucję przeszli nie wszyscy jeszcze.
  Połowa mnie pęknęła ze śmiechu, za to druga wiła się w płaczu nad losem uczącej się młodzieży. Studenci już nie dadzą sobie wyprać mózgów, ale kto ochroni dziatwę przed zepsuciem? Ostatnią nadzieję widziałem w tym, że niezawodny Kościół znów - jak za komuny - wystapi w obronie prawdy. I na tajnych spotkaniach będzie nauczał o Darwinie.

  Cytat z oświadczenia Polskiej Akademi Nauk:
  "Od czasu prezentacji przez Karola Darwina teorii ewolucji drogą doboru naturalnego uczeni stale wyprowadzają z niej wnioski i sprawdzają je w realnym świecie i w relacjach do osiągnięć innych nauk empirycznych. Jak dotychczas nie pojawiają się fakty kwestionujące słuszność tej teorii. Wręcz przeciwnie, postęp w biologii i w technikach badawczych pozwala znacznie lepiej i precyzyjniej opisać zjawiska ewolucji, także te odbywające się na naszych oczach".

  Pozdrawiam uporczywego czytacza z Poznania. Łe jery!




  Jazzski
  KTO NAMI CHCIAŁ RZĄDZIĆ? - II    -   ...::::Jazzski ::::...

 Min. Gosiejski [był taki minister (może ministrant) - z Prawa i Uprawiedliwości - czy jakoś...] który wydał trzy miliony złotych (nie swoich, broń Boże), na zbudowanie peronu z oprzyrządowaniem dla pociagów ekspresowych - w Pipidówce Włoszczatej, która jest jego ojczyzną. Właściwie, zasadą takich pociągów jest start z wielkiego miasta początkowego, pominięcie miast pośrednich (nawet wojewódzkich) i zatrzymanie się dopiero w wielkim mieście końcowym. Ale minister życzył sobie, żeby w jego Pipidówce stawało - i staje.
  Przeciętny pociąg pasażerski waży ok. 300 ton. Do jego ponownego rozpędzenia potrzeba energii w ilości co najmniej 3 megawatów, razy długość czasu potrzebnego na tę operację. Pociąg rozpędza się przez czas nie krótszy, niż 50 sekund. Wyceniając jedną megawatogodzinę na 1.000 złotych, uwzględniając liczbę ekspresów przejeżdżających przez stację imienia ministra (jest tablica pamiątkowa) i licząc pasażerów korzystających z możliwości wysiadania, lub wsiadania (zero - sprawdzałem), szacujemy kwotę dziennie marnowanych pieniędzy publicznych. Wystarczyłoby ich na utrzymanie darmowej stołówki z pełnymi obiadami dla wszystkich obywateli miejscowości.
  Mieszkaniec Pipidówki Włoszczatej żyje skromnie. Wsiadając do ekspresu musiałby zapłacić 50 złotych, czyli 10 razy więcej, niż wynosi jego przeciętny dzienny dochód. To on macha ręką. Czeka na pociąg lokalny, żeby nań... też machnąć.
- A po co ma gdzieś jechać, kiedy tera już się znajduje w najbardziej prestiżowym miejscu okolicy?







  Jazzski
  KTO NAMI CHCIAŁ RZĄDZIĆ? - III    -   ...::::Jazzski ::::...

  Poseł Wojciech Wierzejski (czy jakoś) w wywiadzie: Władze Warszawy nie mogą dać zgody na przemarsz Marszu Równości! Jeżeli dewianci zaczną demonstrować, to należy dolać im pałą. Nic mnie nie obchodzi, że mają przyjechać jacyś politycy z Niemiec. To nie są żadni poważni politycy, tylko geje. Jak dostaną parę pał, to drugi raz nie przyjadą. Gej to przecież z definicji tchórz.
  Jakie to dobre i krzepiące słowa. Usiądź, Polaku, w popołudniowym fotelu z dziećmi u boków i poczytaj im z gazety myśl "humanisty" Wierzeńskiego (czy czy coś). Rozwiń ją: Dziś bijemy tylko kochających nie po bożemu, ale jutro, kiedy podrośniecie, sejm zrobi nam ustawę o biciu rudych, a pojutrze - okularników. Jasiu, pociecho moja, powiedz teraz tatusiowi, do czego mamy w przedpokoju pudło z napisem "zestaw pałek spacerowych dla całej rodziny"?
  Szef europejskich socjalistów Martin Schultz na posiedzeniu Parlementu Europejskiego porównał polską LPR i flamandzką rasistowską partię Vlaams Belang do niegdysiejszych niemieckich nazistów. Sala zereagowała burzą oklasków. Proszę Państwa, teraz już nie jest nam do śmiechu. To się dzieje naprawdę! W naszym karaju, przez wieki słynącym z tolerancji i postępu myśli społecznej, ktoś usiłuje wywrócić humanizm do góry nogami. Lu Pałą Rodaka!
Ale dość mazania się. Jeszcze Norymberga stoi, Haga się trzyma. Stare, zasłużone grody.

Są takie miasta, choć nierychliwe, miasta
Gdzie człowiek się szamocze i szastprasta
Kiedy się w miast tych tryb już ty wkaraskasz
Trudno'ć będzie wolnym wyjść z takiego miasta

Dziękuję panu Jeremiemu Przyborze, że niczego nie spuścił na mnie z Nieba, za moją trawestację.
Pozdrawiam nowego czytelnika z Japoni. Konnichi wa. Genki desu ka? - Hai, genki desu.





  Jazzski
  KTO NAMI CHCIAŁ RZĄDZIĆ? - IV    -   ...::::Jazzski ::::...

  Od dawna głoszę, żeby wymagać od kandydatów na urzędy państwowe egzaminu, który by dowiódł występowania u nich elementarnego intelektu i chociaż jednego języka. Niechby nawet był sam polski, ale prawidłowy, a nie tylko gwara z rodzimej miejscowości, czy dziełnicy.   - TO NAM SIĘ OD NICH NALEŻY!
  Wiadomo popularnie, że nawet tytuły naukowe nie gwarantują ich posiadaczom, iż dożywotnio będą mieli oni zdolność dorzecznego rozumowania. Każdemu trafić się może awaria psychicznej kondycji. Sama tylko psychopatia dotyka dwóch - trzech procent każdej populacji. Jeżeli parlament liczy 560-ciu senatorów i posłów, to u 11 - 16 osób możemy wypatrywać objawów, a policzyliśmy dopiero jedną z dolegliwości.
SYMPTOMY: (cytuję z podręcznika)
deficyt lęku - defekt emocjonalny polegający na braku przyswajania odruchów moralnych i braku empatii;
deficyt uczenia się - zachowania agresywne;
upośledzenie związków - relacje oparte na przydatności innych do własnych celów, płytkie związki, ignorowanie konwencji społecznych;
cierń psychopatyczny - zubożone życie psychiczne, kompensowane przez narcyzm - wyczulenie na przejawy niedoceniania.
  Ile osób udało się Państwu dopasować? - odpowiedzi proszę nie nadsyłać. - Każdy widzi w telewizorze jak na wyprzódki starają się zasugerować światu, że potrzebny im lekarz. Jeżeli jest ustawowy obowiązek badań psychiatrycznych przyszłych pilotów, sterników i kierowców, to DLACZEGO NIE BADA SIĘ TYCH, KTÓRZY CHCĄ KIEROWAĆ CAŁYM PAŃSTWEM?!
  To pytanie powinno być zadawane codziennie przez każdą gazetę, każdy program publicystyczny, tak długo, aż potrzebny mechanizm zostanie do konstytucji wprowadzony.
TU  CHODZI  O  NASZE  ZBIOROWE  BEZPIECZEŃSTWO!
polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski 347.

  UKŁAD (Elia Kazanow i wspólnicy)   ...:::: Jazzski ::::...

  Uwaga ! Uwaga ! Uwaga ! Uwaga ! Uwaga ! Uwaga ! Uwaga ! Uwaga ! Nasze kółko rowerowe o nazwie "IV R i P" (Cztery Rowery i Pompka) w zaistniałej sytuacji uważa za konieczne wydać komunikat dla mediów. Oto on :  
  Nasz Monsieur le Président de Roue de la Bicyclette oświadcza, że zdymisjonowany przez niego prokurent generalny Janusz K. przez cały okres trwania zażyłości z panem prezydentem wprowadzał go w błąd na temat posiadania niestosownej przeszłości. Nie poinformował otóż pana prezydenta, iż ciąży na nim dowiedziony fakt, że urodził się on w przedziale lat 1945 - 1989, a to oznacza tylko jedno :   żył i pracował w państwie nielegalnym, bo nie posiadającym właściwego numeru R.P.  Z analizy faktów wynika bezsprzeczna bezsprzeczność, że zamiast powstać i obalić zbrodniczy ustrój, korzystał tylko z oferowanych przezeń profitów, takich jak nielimitowane powietrze i krajobraz uprzemysłowionych miast i wsi, woda sodowa sztucznie nasycana naturalnym dwutlenkiem węgla, stołówka pracownicza z co najmniej jednym dniem mięsnym w tygodniu, wczasy wagonowe, talon na FIATa 126p za bony PeKaO w wersji eksportowej dla krajów demokracji ludowej, oraz szeregu innych.
  Wykrycie i zdemaskowanie Janusza K. dopiero teraz, świadczy tylko o tym, że Układ o którym pan prezydent wspomina przy każdej okazji - istnieje. Najlepszym dowodem na jego istnienie i przemożne oddziaływanie, jest właśnie fakt, że nigdy nie wiadomo, kto jeszcze z najbliższego otoczenia pana prezydenta jest jego członkiem. Układ jest w sposób oczywisty i dla nikogo nie ulegający wątpliwości powiązany z Szatanem i jego misją w naszym kraju. O tym też wspominał nieraz pan prezydent ustami brata Tadeusza (ale też i własnymi).
  Pan prezydent jest najlepszym prezydentem, jakiego mieli rowerzyści w całej nowożytnej historii. Wykazał trafność decyzji w sprawach najdonioślejszych. Czy to - kiedy dotyczyły całego Ruchu Emancypacji Szprych, czy też równości pojedynczych pedałów. Monsieur le Président nie może się mylić, o czym niejednokrotnie osobiście nas zapewnił! Dlatego nie myli się również i dzisiaj, kiedy ocenia, że członem Układu - w utajeniu, może być każdy z nas, nie wyłączając Jego Samego.
  Dziękujemy za uwagę.






  Jazzski 346.

  Z PRZYJEMNOŚCIĄ PANA WYKOŃCZĘ - PATENT NR 19296874...   ...:::: Jazzski ::::...

  Mamy w kraju wielu przedsiębiorczych businessmanów, którzy przez rok cały główkują - co by tu jeszcze wyprodukować, żeby się sprzedało? Boć wszystko już jest!
  Ja, otóż, mówię że nie wszystko. Jest mnóstwo "rynkowych nisz", tylko trzeba mieć moją głowę, żeby je dostrzec. Wczoraj zgłosiłem patent (proszę się więc już nie trudzić podkradaniem) urządzenia nagrywającego, którego rysunek zamieszczam poniżej.

  (lepiej się patrzy po wciśnięciu F11)
polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski, nagrywanie, taśmy

  Aparat wyposażony jest w zaplombowaną czarną skrzyneczkę, która rejestruje czasy włączenia i wyłączenia taśmy, oraz próbki nagrywanego dźwięku. Koniec kombinowania.
  Każdy uczeń wie, że dzisiaj dowolne nagranie cyfrowe i analogowe można przenieść z dyktafonu do komputera, tam za pomocą łatwych w obsłudze i darmowych programów do obróbki dźwięku dokonać dowolnych przeróbek (zamiany kolejności słów, zmiany tła dźwiękowego na inne, usunięcia "kliknięć" i wszystkiego, czego tylko dusza zapragnie - połowa nastolatków potrafi to zrobić i to w czasie pomiędzy lekcjami, a religią.) Można następnie wszystko to "zgrać" z powrotem do dyktafonu, w dowolnej zresztą ilości egzemplarzy. Robiłem takie operacje setki razy, ponieważ jestem muzykiem, który samodzielnie wyprodukował dwie płyty. W programach do obróbki dźwięku łączyłem technologię MIDI z zapisem np. Wave ze źródeł analogowych i cyfrowych. Każdy umuzykalniony "komputerowiec" wie o co chodzi.
  Obrazowo :   dowolne dźwięki przyrody można rozebrać na "atomy". Precyzyjnie wyciąć lub wstawić pojedyncze kilkusettysięczne części sekundy dźwięku (albo całe zdania), ręcznie wyrównać graficzny obrazane w żądanej scenerii. Następnie można jeszcze (choć już nie wiem po co) na miejsca złączeń nałożyć "zdarzenia akustyczne" (zagłuszyć) - jak stuki urządzeń biurowych, poruszanych przedmiotów itp.
  Politycy w zacietrzewionych dysputach przed kamerami budzą politowanie (czasem wściekłość) widzów, kiedy wykazują, że tego nie wiedzą, lub (niektórzy) kłamią, że nie wiedzą. Niestety, jestem w poważnej obawie o to, czy "wysokie sądy" są na bieżąco upolitechniczniane przez swoje latorośle - czy też nie. Pamiętajmy, że minister od tych sędziów wyznał (i powtórzył), że dyktafonu włączyć i wyłączyć nie potrafi. Kudy mu więc do komputera. Ale bądźmy spokojni; zawsze może poprosić jakiegoś ucznia z sąsiedztwa.
  Mój aparat uniemożliwia przeróbki, gdyż kluczyki "A" i "B" do czarnej skrzyneczki będą deponowane odpowiednio u marszałka (z rządzących) i wicemarszałka (z opozycji). Innych nagrań sądy mają pod uwagę nie brać.
  Proste?




  Jazzski 345.

  STICKY FINGER   ...:::: Jazzski ::::...

  W prokuraturze Andrzej Lepper popełnił fałszywy dowód, który wcześniej wyssał sobie z palca; dodatkowo - z brudnego palca. Powinien znaleźć się w więzieniu - tak postanowił dzisiaj sam Zbigniew Ziobro i osobiście ogłosił to postanowienie w telewizji. Jest już wieczór, a pan Andrzej Lepper nadal, jakby nic się nie stało, chodzi po obejściu i dogląda. Nie rozumiem tego. Gdyby mnie minister sprawiedliwości powiedział, gdzie mam się udać, to bym się udał, a nie czekał aż mnie zawiezie państwowy samochód z dyskotekowymi światełkami. Ma być tanie państwo, przecież.
  Panie Andrzeju Lepperu. Bądźże pan rozsądnym! W więzieniu jest umywalka i w ramach resocjalizacji będziesz pan mógł sobie umyć ten palec, a może nawet i nogi. Na pewno dadzą siennik i zapach słomy z niego walący będzie przypominał ci beztroskę sielskiego żywota.
  Gdzieć leppiej będzie niż tam, w ten czas zły kiedy twoich protagonistów (przepraszam pana - zwolenników) nękać dopiero będą długim osaczaniem i kolejno wsadzać? Antagonistów zresztą też (oj, przepraszam - przeciwników).
Dzisiejszy adwersarz (taki, co mówi żeś pan kłamca), jak już go panu dołożą do towarzystwa, będzie nowicjuszem pod celą, to mu pan jeszcze dołożysz do pieca - rozumiemy się?  (zresztą, tam wszystkiego wyuczą).
  Jeszcze raz - wszystkiego najlepszego!




  Jazzski 344.

  PREPARATOR NAGRYWATOR   ...::::Jazzski ::::...

  Ponieważ popieram czytelnictwo i nie mam do Państwa pretensji o to, że mi czyta, co tylko tutaj napiszę - czuję się w moralnej potrzebie uprzedzić Państwa, że ich nagrywam. Ja się pierwszorzędnie znam na nagrywaniu i urządziłem wszystko tak, że potem odsłuchuję - kto jaki tekst przeczytawszy, kwitował :  "och", kto "ach", a kto "krucy banda, ja mu dam".
  Reaguję różnie :   "ochy" i "achy" przepuszczam, natomiast deklaracje o daniu mi dzielę na dwie kategorie. Jeśli pochodzą od mężczyzny, wiem że wyraził chęć dania mi nie tego, co ja chciałbym dostać. Biorę wtedy dane, co je na niego posiadam i schodzę do piwniczki, gdzie mam warstacik, wyciągam narządka i wykonuję na niego hak, który warunkowo zawieszam. Jeżeli zaś od kobiety, to tylko kontaktuję się z nią w celu uzgodnienia - gdzie i kiedy. Tak radzę sobie ja, który stosuję wyrafinowaną technikę i niczego mi nie udowodnicie, bo drzwi od piwnicy noszą skonfabulowany numer, a jeszcze dla kamuflażu zastawiam je dyktum.
  Ale co ma robić, żeby sprostać standardom narzuconym przez przodowników Czwartej Er Pe, zwykły obywatel?  On powinien posługiwać się dyktafonem na taśmę magnetofonową. I tak jest przewidziane! Po pierwsze, sprzęt ten nie wymaga od użytkownika posiadania więcej, niż siedmiu klas :   To czerwone nacisnąć - nagrywa, to czerwone wycisnąć - nie nagrywa. Do łatwego wyuczenia dla członka każdej partii - od takich gdzie w ogóle nie przeszli ewolucji, do tych, które zaliczyły ją dwa razy :   tam - i z powrotem.
  Ponadto, niedofinansowane organy ścigania się i wymiaru, w których protokoły pisuje się jeszcze na maszynach do pisania w pięciu egzemplarzach przez kalkę (po jednym dla stron, jedna do zniszczenia komisyjnego i jedna do nieoficjalnego), nie mogą brać pod uwagę nagrań cyfrowych, gdyż nie da się ich zapu ścić na biurowym magnetofonie kasetowym typu "jamnik".





  Jazzski 343.

  TRUP POLITYCZNY   ...::::Jazzski ::::...

polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski, ewolucja nagrań cyfrowych


Na wypadek, gdybyś jutro z rana
Był pan - polityczny trup,
Dzisiaj jeszcze lubię pana
I pan mnie dziś lub.
 






polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski 342.

  W KRĘGU PODEJRZEŃ  -   ...::::Jazzski ::::...

  Przykro jest mi o tym mówić, ale kran w mojej łazience znalazł się w kręgu podejrzeń o przeciek. Kran ten cieszył się dotychczas moim pełnym zaufaniem. Nie bez powodu sam zdecydowałem kiedyś o zainstalowaniu go na najwyższej pozycji w MSWiA (moje sanitaria, woda i armatura).
  Kiedy zwróciłem się do kranu i zażądałem wyjaśnień, zamiast szczegółów związanych z aferą, w gruncie rzeczy usłyszałem tylko lanie wody. Kran, tak naprawdę, mijał się z odpływem. Czym wprowadzał mnie w oczywisty błąd. Nie pozostało mi nic innego, jak pozbawić K. dotychczas zajmowanego stanowiska i oddać do dyspozycji organów ściągania złomu. Jestem jak zwykle zwolennikiem szybkich wyborów. Rozmawiałem także z prezydentem od kuchni, który, jak może nie wszyscy wiedzą, jest mi bratem i też nie widzi wyjścia.
  Jeżeli nie ma więcej pytań - dziękuję państwu.





  Jazzski 341.

  NA PRAWO CHAM - NA SPRAWIEDLIWO ŚWIR  -   ...::::Jazzski ::::...

  Dzisiaj premier tłumaczy, dlaczego kiedyś musiał w ogóle zawierać koalicję z tą wstrętną, warcholską i skrajnie niewłaściwą "Samoobroną" :  Po prostu nie było innego wyjścia. Trzeba było ojczyźnie dać rząd! Żeby on powstał, niezbędne były jakieś partie do koalicji. A naturalny koalicjant - P.O., chciał objąć za dużo ministerstw. To w interesie Polski  P. i S. musiała przyjąć oferty panów Leppera i Giertycha, nie zważając na polityczną niestosowność ich partnerstwa.
  Panie Jarosławie K. - dzisiaj jeszcze premierze. Nie musiał pan podejmować współpracy z warchołami, kryminalistami, ani niepełnosprawnymi umysłowo. Chcąc powodować się prawością, mógł Pan po prostu oddać misję tworzenia rządu swojemu dotychczasowemu sojusznikowi - Platformie Obywatelskiej, której do samodzielnego rządzenia brakowało mniej-więcej tyle samo dusz, co pańskiemu PiSowi, a następnie zaoferować współpracę koalicyjną. Tak zrobiłby ktoś prawy i sprawiedliwy, kierujący się dobrem kraju. Ale Pan musiał(?) zachować się, jak kto mały - za wszelką cenę potrzebujący udowodnić otoczeniu, że jest większy. Lżej ważąc dobro i bezpieczeństwo ogółu, zdecydował się Pan trwać przy zdobytych pozycjach, choćby i z pomocą najgorszych elementów, jakie można było do kamractwa wyszukać. Jak Panu teraz?  - czuje się Pan prawo?
  Mnie w młodości pewien jezuita - chryzmatyczny przewodnik duchowy młodzieży - tak wpajał :   Kiedy ktoś sam siebie usilnie będzie prawym określał - miej się na baczności. Kiedy ktoś do prawości dąży - w sobie widzi nikczemnika. Nie poważy się powiedzieć "jam sprawiedliwy".
  Dlatego od początku wiedziałem, na którą partię głosować mi nie należy. A jednak, kiedy P. i S. formował rząd, chciałem (i wielu chciało) wierzyć, że partia ta zaoferuje współrządzenie drugiemu zwycięskiemu ugrupowaniu na zasadach partnerskich - ilościowo i programowo. To były w końcu, w porównaniu z dystansem do innych partii, nieodległe programy. Jakże nam srodze zawieść się przyszło. Pan "Mały Zwycięzca" zapragnął objąć WSZYSTKO! A że głosów posłusznych nie wystarcza - to sobie dobierze paru chamów i warchołów, doda garstkę walniętych w rozum, a wszystkich geniuszem prezesa skutecznie oślepi.
  Takeś ich Pan tym intelektem poraził, że uraził. I teraz najzapieklejszych wrogów w nich masz. Nie zazdroszczę Panu. Raczej litość mam dla Waszeci. Kto bowiem z chamem i "przekrętem" się brata, a potem się im naraża, ten po chamsku ginie. I nikt po nim nie płacze.







  Jazzski 338.

  DOLINA ROSPUDY - O CO CHODZI.  -   ...::::Jazzski ::::...

  A w całym kraju - o co chodzi?  A kto to może, panie dziejku, wiedzieć!
Nastąpił u nas zanik logiczności wypowiedzi publicznych i "przyzwoitościowej" odpowiedzialności za słowo. W telewizorze usłyszałem premiera, który mówi jakoś tak :   Jeżeli zrezygnowalibyśmy teraz z inwestycji "Rospuda" - będziemy musieli oddać ileś-tam-dziesiąt milionów euro do kasy Unii Europejskiej.
Rozumiem, że jeśli słyszę to z ust samego premiera - informacji tej nie trzeba już weryfikować. Ale po chwili wpada w moje ciekawskie ręce wydawnictwo Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad pt. "O co chodzi w Rospudzie". Tam zaś jak byk stoi :   "Polska nie dostanie z Unii Europejskiej pieniędzy na budowę obwodnicy. Inwestycja od początku finansowana jest samodzielnie przez Polskę." (Cytat dokładny).
  Nie wiem, co myśleć!. Uchem słyszę tak, a okiem widzę przeciwnie. Przedstawiam swe zatroskanie przyjacielowi, który jest mądry, się zna na inwestycjach i nawet pracuje w administracji państwowej. On na to :   Może być tak, że żadne z tych źródeł nie mówi nieprawdy, a tylko przedstawia ją w sposób, który ma w lepszym świetle stawiać jego racje.
  Do czego więc doszło? Do nowych standardów informowania, według których np. plus dwadzieścia stopni Celsjusza to jest to samo, co minusdwudziestostopniowy mróz, tylko opisany ciepło. Zdaje się - z zastosowaniem skrótów myślowych, wartości chrześcijańskich i najnowocześniejszego systemu nieuwłaczania.
  W ramach wyrabiania sobie obiektywnego, własnego poglądu na temat obwodnicy Augustowa, zajrzałem na stronę tzw. ekologów. Pierwsze zdanie głównego tekstu tej strony brzmi :   "Nadal trwają działania zmierzające do zniszczenia pięknej doliny rzeki Rospudy. Drogowcy nie odpuszczają".
Z oficjalnych danych wynika z kolei :   "Most powstawać będzie przy zastosowaniu najnowszych technologii, dzięki czemu zaledwie 0.1 procent tutejszych bagien zostanie naruszonych w czasie prac budowlanych".
  Obie strony od roku 1992 biorą udział we wspólnych z naukowcami konsultacjach na ten temat - mówią więc o tej samej dolinie i tej samej drodze w powietrzu nad nią. Tylko, zgodnie z aktualnymi zasadami opisywania prawdy, w zależności od tego - kto pisze, wielkość danego zjawiska może się o jakąś wartość procentową różnić. W tym wypadku jest to różnica pomiędzy 100%, a 0,1%. Różnica - jak różnica. Ileś wynosić musi. Jej istnienie świadczy o tym, że ani jedni, ani drudzy nie przepisali wyników konsultacji z naukowcami bezmyślnie, tylko poddali je własnemu, naprawdę wnikliwemu osądowi.
  Czasem ktoś mnie pyta - co sądzę o sprawie Rospudy. A co ja mogę sądzić? - nigdy tam nie byłem, ptaszków, mrówek nawet, nie płoszyłem. Nigdy też nie próbowałem zasnąć w Augustowie, co tirami kołysany "spaliną oddycha". Na wypowiedziach stron zaangażowanych - nijak się oprzeć. Kiedy mnie uczyli arytmetyki i logiki (no - przynajmniej próbowali), wyrażenia liczbowe po przekształceniach algebraicznych aż tak nie różniły się od siebie w książkach różnych autorów.
  Dzisiaj w śnie olśniło mnie. Wiem, o co chodzi w Dolinie Rospudy. Mieszka tam tajemniczy mnich prawosławny. Bardzo prawo i bardzo sławny. Imię jego - Raspudin. On potrafi rzeczy opowiadać, o których się nawet carowi nie śniło. Caryca jest pod takim jego wrażeniem, że coraz więcej decyzji państwowych podszeptuje on jej, a ona carowi. Omotał ich. Od rzeczy gadają. W czary wierzą. Oj biada nam i Matuszkie Wsjechposzje, biaaaaaaaaaaada! polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski




  Jazzski 337.

  TU L'AS VOULU, GEORGE DANDIN  -   ...::::Jazzski ::::...

  Ach! tyle bieżącości w Kraju Naszem ciśnie się do skomentowania, że zacznę im wydzielać wizy wpisowe. Promes rozdałem już bez liku i bez rachu.
  Niektórym szlachetnym duszom robi się żal tego biednego Lepa Pera już tera. A mojej szlachetnej duszy - nie.


  Sam tego chciałeś, Lepperzu Dyndało,
Gdyś pierwsze zboże w kałużę wywalał.
W politykiery się Dupie zachciało,
I dupa będzie, łoj będzie, bolała.
Bum cyk cyk.


  Jam, nie chwaląc się, od początku prawił, że osobnicy bez elementarnego przygotowania fachowego, takiejż kultury i szlachetności celów, NIGDY nie powinni być dopuszczani do współzarządzania krajem, skarbem i przyszłością obywateli (dopuszczani tylko w imię tego, że gotowi za uzyskanie rządowych posad zaoferować głosowanie swoich popleczników po myśli włodarza?). Kaczór, który się dopuścił tego handlu, z pewnością także odpowie przed narodem, a najzajadlej oskarżać go będą dzisiejsi protegowani. Taki to już między chamy obyczaj i takt.
  Tylko lenistwo umysłowe, albo ciemne interesy "klasy politycznej" mogą tłumaczyć, że jakoś nikt w parlamencie nie bierze się za prostą reformę ordynacji wyborczej. Reformę, która wprowadziłaby drugą i n-tą turę wyborów - aż do uzyskania przez jakichś "Republikanów" albo "Demokratów" przewagi głosów umożliwiającej utworzenie rządu jednorodnego, lub w koalicji z partnerem chcianym.
  Wybory takie, w razie przedłużenia, droższe byłyby o kilkadziesiąt milionów złotych, lecz utrzymywanie dotychczasowej niedoskonałości powoduje niesprawną pracę, lub zastój prac rządowych i procesów legislacyjnych, a kosztuje nas dziesiątki miliardów euro. Dlatego nie ma pieniędzy na chorych, niedouczonych, dzieci i babcie. Dochodzi do tego coraz bardziej przykry śmiech wolnego, a nawet niewolnego świata z naszego kraju.
  Temu państwu już dziękujemy. Następne, proszę!




Rebus
jednowyrazowy

polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski
Składniki rozwiązania oznaczone strzałkami od lewej do prawej
(dla czytelników z Kostomłotów :   od "po lewo" do "po prawo")







  Jazzski

  DYPLOMACJA WYŻSZA  -   ...::::Jazzski ::::...

polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski

  Zgodnie z własnymi zasadami dyplomacji, rodzina prezydencko-premierowska przyjmuje, że słowa ojca Rydzyka z góry zawierały przeprosiny, tylko wyrażone po kapłańsku - bardziej językiem ducha, który z zasady jest niewidzialny. Należy więc domniemywać, że jest także niesłyszalny.
  Jak można by, zresztą, gniewać się na przywódcę duchowego takiej masy ludzi, którzy mu ufają, a potem idą do wyborów? Co innego, gdyby "Rydzyk" - to było nazwisko bezdomnego! Szkodliwego bezdomnego - oczywiście!




  Jazzski

  PO PRZERWIE  -   ...::::Jazzski ::::...

  Był taki prostolinijny kawał pochodzący z kręgów podległych (na szczęście - czasowo) niejakiemu Giemanowi Rortychowi, minimistrowi co wyhandlował rzeczone stanowisko od piswładz, oferując do targu niewielką liczę głosów poselskich.     Kawał brzmiał :  
- Jaka jest różnica między nauczycielem, a nauczycielką?
- Taka, że nauczyciel drapie się po dzwonku, a nauczycielka po przerwie.
  O czym nauczają te słowa?   Mojem zdaniem chodzi poecie o różnice w stanie higieny dermatologicznej kadr pedagogicznych, ujętych w podział na one i ich. Oni - jak można wyczytać z pozornie rozweselającej tylko syntezy - drapią się dwukrotnie częściej, niż one. One bowiem - tylko po zakończeniu przerwy, oni natomiast także u jej początku (przy obecności dzwonka). Daje to sygnał komórkom odpowiedzialnym za czystość, żeby nauczycielom wydzieliły więcej środków kosmetycznych.
  Wiedzcie dzieci, że we wszechkosmosie żadne słowo sformułowane z innymi słowy w zdanie, nie pada bez skutku. Czasem tak odległego. Jak, na przykład, odległym jest niekompetentny osobnik na wykupczonym urzędzie ministerialnym - od racyj oświatowych państwa.
  Wszystko co mówi, może być i będzie użyte przeciwko niemu. A mówi wiele, praktycznie - ile tylko się da. Bo jako patriota, najpewniej chce wytworzyć dla przyszłych trybunałów jak najwięcej materiału dowodowego, żeby zadziałały szybko i miały czas na zajęcie się prawdziwie niebezpiecznymi złoczyńcami.  Co - w ramach krytyki aspirującej do bezstronności - pochwalam.

    Objaśniał :           Wasz Jazzski.




  Jazzski

  MIASTO STOŁECZNE CZĘSTOCHOWA  -   ...::::Jazzski ::::...

  Jak tylko premier ogłosił, że Polska teraz jest w Częstochowie, zacząłem śpieszne rachunki czynić - czy też nie zaniedbałem czego ważnego pozałatwiać w urzędach centralnych. Wyszło mi, że ze wszystkim jestem mniej-więcej na bieżąco. I całe szczęście, bo jutro już ma się zacząć przerwa wakacyjna dla parlamentarzystów i pewnie na ten właśnie okres zaplanowano przenoszenie do klasztoru stolicy wraz z rządem - no, bo jak nie teraz, to kiedy?
  Trochę mi wstyd za gapowatość moję. Musiały przecie być na mieście (nie mówiąc już o Kurjerze Warszawskiem) stosowne obwieszczenia, a ja niczego nie zauważyłem. Dopiero kazanie pana Kaczyńskiego na Jasnej Górze mnie oświeciło.
  Nie wiem tylko, czy pozostałe terytorium pomiędzy Odrą a Bugiem zostało poza Unią Europejską, czy przeciwnie :   to my jesteśmy w Europie, a Polska Katolicko Wiejsko Narodowa się właśnie wyślizgała. Trzeba będzie przypilnować, gdzie podłączy się Giertych. Jeśli w Polsce św. Częstochowskiej - to musowo Unia jest z nami.
  Ja, akurat, nie mam w Częstochowie żadnej rodziny, ani znajomych. No, Muniek Staszczyk - jego znam trochę. Ale mi nie zależy. To jest ważne o tyle, że nie wiadomo, jaka będzie polityka wizowa tego wyznaniowego państwa. Można się na razie domyślać tylko rzeczy dość łatwo przewidywalnych. Np. godło - pewnie w kształcie medalika z błogosławionym Rydzykiem na awersie.
  Ciekawi mię jeszcze, jak przejście w celibat wpłynie na pana Lecha, dzisiaj żonatego jeszcze, ale z osobą świeżo uznaną przez najwyższy autorydzytet władz państwowych za czarownicę. Ona jest już raczej spalona, za to on może cieszyć się wolnością od pozostawania w grzechu.

  To był monitor spraw Rzeczypospolitej na dzień dzisiejszy. Idźcie w pokoju, a jak zastawiony - to w przedpokoju.




  Jazzski

  TRUP... TRUPA... TRUPEM...  -   ...::::Jazzski ::::...

  Pan Jerzy Pilch pisze w "Dzienniku" (29 czerwca) :   "Ma się rozumieć :   niepojęcie pięknie by było, jakby Kaczory wzbiły się do lotu za sprawą bosko wygadanych pielęgniarek. Jakby pofrunęły nie na skutek działań mafijnego układu, oszczerstw nadętego salonu, lamentów marudnej inteligencji czy czego tam jeszcze - a na skutek determinacji grupy rozwścieczonych, fantastycznych bab. Wystarczy - okazuje się - pod IV RP podpaskę podłożyć, a spłonie nie tylko ze wstydu? Niektórzy dalej w takie piękno wierzą - ja nie."
  A czemuż to Pan, Panie Pilsze, takiej wiary małej? Trzeba wspomóc siostry nasze! Atmosferę wzniecić orlimi machając skrzydły. Niech wszystko frunie i sugestię nielotom poddaje. Wtedy - ani się obejrzym - upragnionego odlotu doznamy, amen. To jedyny nasz narkotyk, nie dość że dozwolony prawem, to jeszcze zbawienny dla zdrowia powszechnego.
  Po przeczytaniu zacytowanego wyżej wstępu, jeszcze takiej urody tytułem ("Gra w trupa") opatrzonego, rozsiadłem się wygodniej i kawęm nawet z kuchni przyniósł (czarną jak kir) w spodziewaniu smakowitej lektury reszty felietonu. A co tam dalej? - rzeczywiście o trupach, ale nie o tych które by mi z tą kawą najlepiej zawspółgrały. Kto wie, ile jeszcze czekać trzeba? Teraz, zdaje się, granicę uznania kogo za dojrzałego do wydania mu aktu zgonu, znów będziem przesuwali. - Bo medycyna potrafi cuda. A jak nie medycyna, to znów wiara. Ona też ostatnio umie, długo nieruchomego - pomyślnie animować. I tu wracamy do kwestii wstępnej :   Wiary w lepszy los Rzplitej nam nie staje. A jeśli on od trupów zawisł (politycznych, rzecz jasna, politycznych), to w szczęśliwe zejście mocno wierzyć nam trzeba. Przynajmniej tak silnie, żeby mocniej było, niż one same wierzą w swoje nieobumarcie.
  Kiedyś uwierzyli, że zamiast rozwoju wystarczy, żeby doszło do rozdwoju. I na tej wierze zajechali wysoko - że nawet nie widzą stamtąd swojego bajora matecznego. Gra więc taka będzie :   czyja wiara silniejsza - temu konia z rządem.




  Jazzski

  LIST OTWARTY DO WŁADZ KRAJU  -   ...::::Jazzski ::::...

  Zastanawiająca jest różnorodność osobowości ludzkich. Nieraz już w życiu miało się przekonanie, że się zna zasadniczy wachlarz możliwych typów podejścia człowieka do spraw, którymi żyje społeczeństwo. A potem - trach! i ktoś cię znów zaskakuje logiką swojego postępowania tak, jakbyś się zetknął z całkiem nieznaną cywilizacją, albo sam był nietutejszy.
  Wyrosłem pośród takiego rozeznania, że istnieją, z jednej strony, ludzie prości, którzy kierują się głównie potrzebami zaspokojenia podstawowych potrzeb fizjologiczno-egzystencjalnych; najlepiej czują się w kulturze kiełbasy, piwa, dowcipów o rozwolnieniu, a górnym pułapem jest im świat piosenek disco-bazaro-polo i rozgrzeszających datków na tacę.   Dalej znaleźć można szeroko pojętą "średniość".
  Po drugiej stronie wachlarza są ludzie o umysłach "nieprzeciętnych", którzy nie tracąc zdolności jedzenia wędlin, zasilania tacy i posłuchania prostej, ludowej pieśni - równocześnie osiągają poziom kultury "wysokiej", smakują w sztuce, rozumują uniwersalnie i ponad podziałami na nacje i partyjniackie racje, oraz posiadają inne rozliczne przymioty, pozwalające im na odpowiedzialne podejmowanie zadań wielkich. Takich właśnie ludzi przewiduje nasza coraz nowocześniejsza demokracja do obejmowania stanowisk "reprezentantów narodu".
  Inaczej mówiąc - po to, krwią brocząc, zrzucaliśmy kiedyś jarzmo feudalizmu, a potem schizofrenicznego komunizmu, żeby przejść do normalności, czyli ustroju, w którym będziemy wybierać spośród samych siebie "najlepszych z najlepszych" i sadzać ich za skomplikowanymi sterami statku PAŃSTWO. Od ich (ponadprzeciętnych z założenia) umiejętności ma zależeć w końcu nasze zbiorowe bezpieczeństwo, powodzenie, rozwój i perspektywy. Większych zadań w obszarze kraju NIE MA.
  Można się zatem spodziewać, że osoby aspirujące do przewodzenia narodowi dysponują co najmniej pełnym przekonaniem, iż ich zespół cech umysłowych odpowiada ogromowi tego wyzwania. A jeśli jednak się zdarzy, że samoocena pretendenta okaże się na wyrost i równocześnie zawiodą jeszcze demokratyczne mechanizmy wyborczo-"odsiewcze" i w konsekwencji na państwowym stanowisku kierowniczym znajdzie się osoba, która sobie nie radzi; jest może sympatyczna, ale dzieło ją przerasta; chciałaby polityki zagranicznej, ale brakuje mu potrzebnego obycia, znajomości zagadnień i języków; próbuje polityki gospodarczej, ale nie ma przygotowania, usiłuje zrobić coś w polityce społecznej, ale - gafa za gafą i zrażanie do siebie co raz to większej liczby środowisk - TO CO WTEDY?
  Wtedy należy spodziewać się, że dany prominent, jeśli tylko jest przy zdrowych zmysłach, spotykając się z codziennym ostracyzmem środowisk inteligenckich, oraz uznanych w kraju i za granicą autorytetów, prędko wyciągnie z tego dla siebie wnioski - powściągnie ambicje dotyczące osobistej kariery i co prędzej złoży urząd, dopóki najadł się wstydu stosunkowo mało.
  Bo przecież trzeba liczyć, że jeśli taki tuz nie został wciągnięty na urząd wprost z kręgów pastuszych, tylko legitymuje się przyzwoitym wykształceniem, to ma go w sobie na tyle, żeby znać pojęcie honoru i zawstydzenia. Poza tym, dalsze uparte trwanie w takim stanie sromu, zwyczajnie się nie opłaca. Jak wiadomo, za szkodliwe zaniedbania w sprawach państwa - prędzej, czy później, będą stawiać przed sądem.
  Spokojnej nocy życzę.




  Jazzski

  Sprzymierzeni  -   ...::::Jazzski ::::...

  Czy wybrani w demokratycznych wyborach przywódcy kraju są zobowiązani do kierowania się honorem? Czy dla objęcia steru rządów zdecydowałbyś się oddać część decyzji o losie narodu w ręce osobników, których uważasz za niewyuczonych, niezrównoważonych i niebezpiecznych?

polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski




  Jazzski

  Kosa w brzuch  -   ...::::Jazzski ::::...

  Jak każdy normalny sapiens, poczułem się po chamsku ugodzony w delikatne miejsce, które zazwyczaj przez cywilizowanych jest w człowieku darzone respektem. Ta "kosa w brzuch humanizmowi" - to, rozkrzyczane już, użycie koszmarnego nazwiska "Mengele" dla nadania kryptonimu operacji służb uwikłanych w rząd (czy też odwrotnie) przeciwko lekarzowi "G".
  Ale zamiast tutaj odpalać petardy słów - odeślę Państwa od razu do felietonu CZAROWNICY ZŁEJ   pod tytułem  Nie do czytania. Ona wyraziła to sugestywniej i z większym talentem, niż ja bym umiał. Poza notką - warte przeczytania są uwagi licznych komentatorów.

  (a ja mam dziś inną robotę)




  Jazzski

  ORĘDZIE  -   ...::::Jazzski ::::...

  Kochane Dzieci! Uczcie się pilnie przez całe ranki, chyba że macie zaplanowane wagary. Po wagarach powinnyście mieć w nagrodę dwudniową dyspensę od szkół, bo wagary mniej-więcej w takiej ekwiwalentności uczą. Wiem po sobie. Czas wolny radziłbym wykorzystać na poznawanie czegoś, co Was zainteresowało. Zgłębianie czegoś interesującego jest 3,14159 26535 89793 23846 26433... razy przyjemniejsze od kucia dziobem w wiedzy, o której z góry wiecie, że nigdy Was w późniejszym życiu nie zainteresuje. Jeśli nawet zdarzy się Wam pomyłka i dana przepuszczona informacja jednak znajdzie się (po dwudziestu latach na przykład) w obszarze Waszych zainteresowań, lub konieczności - łatwo będzie Wam po nią sięgnąć do powszechnie dostępnych źródeł i przyswoić, gdyż w dzieciństwie wytworzyło się w Was trwałe przeświadczenie, że przyjmowanie informacji jest przyjemnością.
  Teraz akurat okresowe władze resortu szkolnictwa przyjęły swoistą politykę skierowania Waszej szczególnej uwagi na niektórych autorów z kanonu szkolnych lektur :   Witkacego, Dostojewskiego, Conrada, Gombrowicza, Kafkę - jak widać - wybranych chyba drogą losowania. Czytać zawsze warto, dlaczego by zatem nie z powodu - że ministerstwo wciąga dane pozycje na indeks zakazanych. Ale jednak radzę - wybierajcie same! Mnie, na przykład, podobał się Witkacy, a Kafka - w żadnym razie.
  Jak widzicie, specjalni ministrowie musieli chodzić do szkół specjalnych i teraz są specjalnej troski. To też jest dla Was nauka.




  Jazzski

  NOWA PLANETA PIS-IV-RZ  -   ...::::Jazzski ::::...

  Stosunkowo niewielkim echem odbiło się naukowemu światu odkrycie nowej planety o warunkach fizycznych identycznych z ziemskimi. Dziwne, ale na palcu jednej ręki policzyć można publikacje popularnonaukowe, dotyczące tego wydarzenia i prognoz jego wpływu na naszą cywilizację. A tak przecież niedawno, sensacją astronomiczną stulecia wydawało się odkrycie pierwszej nie znanej dotąd planety o masie i orbicie - dających się ledwie porównywać z parametrami Ziemi. Podobnie było z odkryciem w 1990 roku przez dr. (już dzisiaj prof.) Aleksandra Wolszczana pulsara PSR B 1257+12, a w jego pobliżu planet - pierwszych poznanych poza naszym układem.
  Dlaczego więc wobec obecnego odkrycia przechodzi się niemal obojętnie? Przecież odkryta planeta znajduje się najbliżej z dotychczas poznanych!
Można tylko domniemywać, że ta obojętność jest pozorna. Że chodzi o coś głębszego - może krępującego? - Właśnie. Poskrobmy tutaj:   Nowoodkryta planeta jest tak blisko, że naukowcy nie mogli jej dostrzec. Wszystkie przyrządy "obserwujące" kosmos nastawione są z zasady na odległości tak duże, że obiekt odpowiednio bliski jest przez nie ignorowany. A najnowsze "dziecko" odkrywców znajduje się w takiej samej odległości od Słońca, jak Ziemia. Nie dość tego:   Planeta ta zajmuje także na orbicie identyczne miejsce, jak nasze. Wynika z tego wprost, że nie wyprzedza nas w obiegu dookoła gwiazdy, ani też nie pozostaje w tyle. Pokrywa się z Ziemią.
  Powoli staje się teraz zrozumiałym milczenie uczonych wobec szerszych kręgów. Sławy naukowe są, jak wiadomo, niesłychanie uczulone, nawet na samą możliwość ośmieszenia. Błądzenie w głoszonych teoriach, a potem ujawnienie tego błądzenia zwichnęło niejedną karierę, bez szans na rehabilitację. Żywot naukowca pod pewnymi względami paralelny jest do życia gwiazdy - ale tej filmowej. Gwiazdor znosi kompromitację bardzo źle, do czego zresztą zwykle chętnie przyczynia się samo środowisko tych osobistości - pełne zazdrości o blask sławy, zawistne i podstępne. Czy to dobrze? - nie!  Ale ten stan rzeczy zdaje się być kosztem nieodzownym, wytwarzania się u naukowców pasji połączonej z najwyższym poświęceniem - niezbędnych do osiągania znaczących dokonań.
  Wróćmy do omawianego odkrycia. Z punktu widzenia gwiazd naukowych - najwygodniej byłoby - o, paradoksie! - żeby ono w ogóle nie miało miejsca. Inaczej powiem:   Gdyby to od osób ludzkich zależeć mogło - znaleźliby się chętni i to umiejętni, do prób "cofnięcia istnienia" "corpus delicti". To oczywiście niemożliwe, stąd konfuzja.
  A co my - laicka opinia - wiemy o nowej planecie?   Wiemy, że ma to samo powietrze, ale inny klimat. Że zamieszkują ją istoty rozumne, ale rozumne jakoś inaczej. Nie sposób się z nimi dogadać. Nie udało się w każdym razie naukowcom - profesorom, doktorom; nie udało się też specjalistom od doboru słów - dziennikarzom, a nawet pisarzom i innym myślicielom. Czas mija, próby pełzną na niczym. Może pora dopuścić do myśli pogląd, ze te dwa światy, choć przenikają się w przestrzeni, nigdy się ze sobą nie porozumieją?

  (Zatroskany)




  Jazzski
  Poniedziałek - (pseudonim operacyjny:  " P.")  -   ...::::Jazzski ::::...

  Wiem z dobrze poinformowanych źródeł - których, oczywiście, nie mogę spalić - że dzisiaj jest poniedziałek. Proszę Was, Drodzy Czytanci, zachowajcie tę rzecz dla siebie - a będę mógł do Was z niejedną jeszcze niejawną informacją przeciec.   Na przykład:
Wiadomo mi o powstawaniu tajnej listy dni tygodnia, które w przeszłości uwikłały się w następowanie - jeden po drugim - kiedy władza w kraju sprawowana była przez wywiady i służby. Obrzydliwa ta postawa kazała niektórym dniom tygodnia godzić w swoich sumieniach odwieczne zadanie reprezentowania kolejnych odcinków czasu zarówno na użytek ludzi prawych, jak i zdrajców narodu, którzy - przykładowo - za judaszowe srebrniki rządowych stanowisk, sprzedali Polskę podczas "Targowicy" Okrągłego Stołu.
  Nazwy tych dni najpewniej niebawem występować będą pod postacią samych inicjałów. Dlatego i ja dzisiaj, uchylając przed Państwem rąbka rządowej tajemnicy, dostosuję się poniekąd, zdradzając tylko, że w niejaki "p." następujący po "n." dopuszczano się w przeszłości aktów lojalności w stosunku do sejmu, rządu i sądownictwa krajowego.   Z podobnych powodów niektóre dni tygodnia zostaną w stosownym czasie ujawnione, napiętnowane i wykluczone z poprawnych, polskich kalendarzy.  Zapowiadają się wielkie, sensacyjne sukcesy Instytutu Pamiętliwości Narodowej na tym polu.
  Wtorek, Środa, niejaki Czwartek, Piątek, Sobota i Niedziela (znana też pod pseudonimem "Ostatni dzień tygodnia"), zostaną postawione przed szansą złożenia oświadczeń - co robiono w nie przez okres od roku 1945 do 1990, z podziałem na czyny świadome i takie, których dokonano tylko z powołaniem się na nie imiennie. Oświadczenia te zostaną następnie zweryfikowane przez komisję pod przewodnictwem niedoścignionego autorytetu w dziedzinie moralności resortów bezpieczeństwa, Antoniego M.
  Jeżeli fakty podane w oświadczeniach pokryją się danymi w posiadanych przez komisję dokumentach - dany dzień będzie mógł spokojnie powrócić do swoich zadań; z tym, że informacje na temat jego przeszłości i tak będą podawane do publicznej wiadomości, lecz w takich terminach i takich fragmentach - które uwypuklą najwięcej prawdy prawdziwej w masie prawdy zasadniczej.




  Jazzski
  PRZYJACIELU  ZBADAJ  SIĘ!  -   ...::::Jazzski ::::...

  Mam przyjaciela. On ma hopla. Wydaje mu się, że jest pociągiem. Przeżył w młodości traumę niezałapania się na ruszający osobowy, czy coś. Jak zobaczy tory - od razu wskakuje w rozstaw i zaczyna się rozpędzać, robiąc łudząco podobne "uuueeeuuu!", do prawdziwego "uuuueeeeuuuu!". Ludzie się śmieją, ale mniej obyci, czy bardziej naiwni, potrafią dać się zwieść i wsiadać próbują. Wypadkiem grozi, jak nic! Nieraz już prawie udało mi się namówić go na wizytę u specjalisty, ale on potrafi odejść spod samych drzwi gabinetu. Leczenie u nas jest dobrowolne i nikt człowieka do terapii zmusić nie zdoła. Sam musi wpaść na tor rozumowania, który wiedzie do zrozumienia - kim się jest, kim by się być mogło, a kim, jednak, nie.
  Skądinąd, dałby się chłop lubić, przecież jest całkiem miły i z pewnością potrafi niejedno. Jednak - jako pociąg - jest poniżej krytyki. W roli ekspresu, nawet zwykłego pośpiesznego, jest zbyt powolny, mułowaty wręcz. Do tego prezentuje się i zachowuje w karygodny sposób nieodpowiednio; Wydaje się nie mieć pojęcia o ogólnych zasadach ruchu pociągów, a już w relacjach międzynarodowych - po prostu srom przynosi sobie i polskiej kolei całej. Nie dość, że tragicznie spóźnia się względem rozkładu, to niektóre stacje potrafi zignorować, jakby nie liczyli się dlań czekający tam podróżni, którzy drogo zapłacili za bilety.
  Ja mu mówię i z dobroci ostrzegam: Przyjdzie pan naczelnik i odstawi na boczny tor.  I jeszcze dobrze będzie, jak nie potną na żyletki!

  Mamy współobywatela. On ma obsesję. Wydaje mu się, że jest wybitnym, czołowym politykiem. Przeżył w młodości traumę niezałapania się na ruszający z posad komunę, osobowy układ...





  Jazzski
  S Z K O D A   C H Ł O P A  -   ...::::Jazzski ::::...

  Proszę młodzieży! Wydaje Ci się, że już, już wstępujesz w życie dorosłe, i nawet podnosisz pierwszą z nóg - ale zamiast "wżyciewstąpienia" możesz nieźle wdepnąć. Na przykład lokując pieniądze tatusia jako czesne w Europejskiej Akademii Psychotechniki Integracyjnej. Uczelnia ta prowadzna jest jako działalność gospodarcza łódzkiej spółki "Jowisz", a należy do Międzyregionalnej Akademii Zarządzania Personelem z Ukrainy.
  Koń z kulawą nogą nie wiedziałby w Polsce o istnieniu tej ościennej uczelni, gdyby nie rozgłos jaki jej dało uhonorowanie doktoratem honoris causa samego Andrzeja Leppera z Polski. Doktorat honoris causa, ex definitione, nadaje się osobom o wysokim statusie społecznym i naukowym. Przypuszczalnie, akademia z Ukrainy przed przyznaniem zaszytu telefonowała do Zielnowa koło Darłowa i zapytała kogoś, kto słuchawkę podniósł, czy kandydat oba statusy ma i czy wysokie. Należy też rozumieć, że osoba zastana w gospodarstwie poświadczyła, iż jak najbardziej - wysokie ma, oj! - wysokie! Ale mogło też odbyć się zupełnie inaczej i prościej: Ktoś wpadł na znakomity pomysł, że obie instytucje - "Alma Mater Ukrainica" i chłop - nagle zyskają na prestiżu.  I nikt nikomu nie będzie musiał wypłacać pieniędzy.
  Kłopot jaki teraz mają ukraińskie autorytety naukowe (bo już druga uczelnia ukraińska zdążyła rolnikowi naszemu doktorat przyznać), jest ten - że nikt ich nie doinformował, iż "doktorowi" Lepeerelowi potrzebna jest najpierw matura honoris causa. Ale skąd mogli sami wpaść - że un nie ma? Przecież by jemu zaraz po cichu dali, a dali - uże oficjalno - doktoryzowali!
  Kłopot który teraz posiada Andrzej Lepper, jest gorszy: Okazuje się, że "Międzyregionalna Akademia Zarządzania Personelem (MAZP) uznawana jest na Ukrainie za kuźnię antysemityzmu powiązaną finansowo z Iranem i Libią. Jej władze za przykładem prezydenta Mahmuda Ahmadineżada zażądały niedawno... likwidacji Izraela". - Tak ustaliło dziennikarskie śledztwo "Rzeczpospolitej". Przez tę koneksję pan Lepper oczywiście odpada, jako kandydat na prezydenta R.P., a tak marzył...
  Drogie dzieci. Ja zawsze wiedziałem, że szkoły zabijają indywidualizm i obrzydzają, cudowną skądinąd, czynność uczenia się. Ale teraz, to już nie żarty: Mogą nabruździć człowiekowi w papierach!

polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski
  C H O R A   P O L I T Y K A   W Y P I E R A   Z D R O W Ą   R O Z P U S T Ę  -   ...::::Jazzski ::::...

  Z sygnałów e-mailowych jakimi Państwo mnie zaszczycają, wynika, że zamiast pasjonować się moimi wnikliwymi spostrzeżeniami literaturo, muzyko, socjo, psycho, pato, a także - logicznymi w samczej rzeczy, największą czytelniczość przykładają do rubasznych opowiastek z życia. Oj, nieładnie, nieładnie. Doprawdy, nie wiadomo, co z Państwa wyrośnie.
Ale, jeśli tak, to i ja się przyznam: Też do tych (hi, hi, hi!) przygód mam gust.
  Mimo wszystkiego cośmy przed chwilą uzgodnili, nie da się przecież uciec od zauważania spraw generowanych w polityce. One, niestety, mają wpływ na nasze bieżące (coraz bardziej nerwowo) życie. Jakże byłoby nam wszystkim bliżej do raju, gdyby polityka zechciała nie wtrącać się do spraw kraju!
  Tak jest dzisiaj w modzie, że politykanci z każdą sprawą która ich pili gnają nie na stronę, tylko przed mikrofony i kamery mediów. Dzięki temu - w zamiarach lubieżnych, czy przeciwnie - obnażają przed nami swój poziom ogłady, wiedzy, kultury i - co bulwersuje najbardziej - swoje intencje. A co takiego już zdążyli nam wyekshibicjonować - przedstawia się poniżej:
1. Nie mają zamiaru bez sensu pracować na rzecz narodu. Potrzebne im jest, zdobyć kasę - jak najwięcej kasy.
2. Nie zamierzają nauczyć się rachunków, gospodarki, dyplomacji, angielskiego, ani nawet polskiego. Wcisnęli się do tych salonów po to, żeby napchać kieszenie - sobie, swoim rodzinom i znajomym - którzy kiedyś mogą się odwdzięczyć, np. wpłacając stosowną kaucję.
3. Nie po to przez tyle lat pleśnieli w przedpokojach, a niektórzy w sieniach, bez żadnej gwarancji dopuszczenia kiedyś do wysokiej izby, żeby teraz zaprzepaścić okazję zemsty na tych, którzy już dość napanoszyli się i naopychali, zaszczytów nakolekcjonowali, a innym do żłobów dopchać się nie dawali.
  A teraz - uwaga! Czuję wzbieranie natchnienia. Będzie przemawiać przeze mnie duch dalekich przodków. Jeszcze chwilę ... jekąć śrzebrną myśl snować poczynam ... mam! "...AĆ, WŻDY, POLITYKOWIE, ZNAJĄ, IŻ, POLACY, NA KACZKI, JUŻ, NIE... NIECHAJ NIE GŁOSOWAJĄ..."
kraniec.



  Jazzski
  KOŁTUNY   część II  -   ...::::Jazzski ::::...

  Niedawno, przyjaciel zapytał mnie, jak zdefiniowałbym kołtunerię dzisiaj. Kiedy opisałem, jakie zachowania bym terminem tym ochrzcił i które postacie z życia publicznego mi się z kołtunem kojarzą - dał mi pod rozwagę, czy aby nie ich oponenci właśnie, bardziej zasługują na podejrzenie o kołtun we głowie.  A potem zgodnie wypiliśmy i ruszyliśmy w towarzystwa.
  Ale teraz przeniosę Państwa w połowę lat 80-tych i posadzę na ławie przy długim stole, zastawionym oscypkami i herbatą ze "śpyrytusem", czyli...? - w Chacie Zbójnickiej na zboczu Antałówki. Po nartach, rozgrzewamy się powtórnie, w gronie przypadkowo poznanych na Kasprowym osób, które okazały się wartą grzechu kompaniją, a głowy ich otwartymi. Wraz z wzrostem natężenia prądu w herbacie, najmłodszy z nich wysypał się, że jest "szarym" księdzem na urlopie, pozostali wysokość swoich stanowisk pozostawili w dyskrecji. Wyborna to była uczta rozumów, a koncepty dowcipu skrzyły u nich gęściej, niż śniegu kryształ w słońcu na mrozie. Chyba tylko moja autochtoniczność usprawiedliwia dopuszczenie mnie do tej amicycji - uznałem. Opowiedzieliśmy sobie milion kawałów, poruszyliśmy zagadnienia bytu absolutnego i nie, odwiecznych pytań ludzkości i zasług rzyci Maryny dla rozwoju kultury miejscowej, nie faworyzując żadnego z nich. Wracaliśmy do dom o ćmoku, śpiewajęcy.
  Trzy, może, lata później szedłem w towarzystwie kaca Krupówkami, pod górę. Przed każdą kolejną knajpą musiałem staczać z nim walkę - to znaczy, on był za tym, żeby wejść. Nie chcę tu przechwalić mojej dzielności, ale przez całą drogę wygrywałem. Do czasu. Zawołał za mną handlarz obrazów, zdejmujący je właśnie z kamiennego muru - iżbym mu pomógł, to zaprosi mnie na koniak. Znałem go przelotnie, i z dawniejsza; miał przezwisko "Medalik", bo był z Częstochowy i handlował medalikami. Opowieść o nim była taka, że śmiertelny nudziarz i że perfidnie stawia alkohol skacowanym ofiarom, byleby tylko ktoś słuchał jego monologizowania. Odmówiłem, rzecz jasna. Wtedy uciekł się do argumentów z chrześcijaństwa - o pozostawianiu w ciężkiej potrzebie, i tam dalej. Pomogłem poznosić do bagażnika i wyprowadzić auto z rzeki tłumów, na spokojniejszy brzeg.
- No, to do której knajpy chcesz iść - pyta.
- Do żadnej. Dziękuję, ja nie dla nagrody, żona czeka.
- Co ja mam z tobą! Od nowa cała dyskusja. Jeżeli mnie teraz zostawisz, może mi się coś stać, bo ja chory jestem.
- A na co?
- No, widzisz. Tutaj na ulicy nie mogę o tym opowiadać. Wejdźmy do knajpy. Proooszę. Ja stawiam.
  W "Europejskiej" zamówił cztery winiaki i zaczął - o reumatyzmie i ogólnym zmęczeniu, przemieszczając się od bolących stóp, przez kolana - ten kierunek. Nie miałem kondycji na "hospital story", więc za wszelką cenę chciałem narzucić jakiś wesoły temat. Najlepsze wobec nieznajomego są kawały. Miałem ich w głowie kilka, po pamiętnym wieczorze z duchownymi w cywilu. Zaczynam więc:
- Wyobraź sobie: Jerozolima, kometa na niebie, trzej królowie zmierzają za jej światłem...
- Do czego zmierzasz?
- Do Betlejem, oczywiście. Ale poczekaj...
- To ty poczekaj! Muszę cię uprzedzić, że jestem praktykującym katolikiem i nie toleruję kawałów na temat religii.
- Nic się nie martw. Ja też wiem, co to jest takt, umiar, i wiców szkalujących czyjeś przekonania bym nie opowiadał.
- Przepraszam. No to mów.
- Więc, ci trzej mędrcy, niosą - każdy coś za pazuchą i dochodzą do małej stajenki. W środku zastają Józefa...
- Stop! Co, ty w gumy lecisz? Miało nie być na temat religii!
- Miało nie być szkalowania i nie będzie! Słuchaj. To jest dowcip, który słyszałem od...
- Gówno mnie obchodzi, od kogo słyszałeś. Mam prawo do szacunku i poszanowania...
- Dobrze. Powiem coś - nie wspominającego żadnej świętej osoby.
- No, widzisz. Przecież kawałów jest mnóstwo
- Jasne. Więc, młody Góral wybiera się furmanką do miasta, bo przed ślubem musi zaliczyć spowiedź...
- Piotrek!
- No, co? Ale to nie będzie o... o niczym takim.
- I co dalej?
- Więc, matka prosi go, żeby po drodze przypomniał sobie jeszcze raz wszystkie grzechy, żeby żadnego nie pominąć. Chłopak jedzie powoli, aż przejeżdża obok przydrożnej kapliczki...
- Wiesz, co? Uprzedzałem cię. Prosiłem cię. A ty (...) jego mać, robisz wszystko, żeby się sprzeciwić!
- A ty wiesz, gdzie ja mam twój koniak? I twoją odmianę religijności? - Zdrowia życzę!
  Następnie organizm mój, naszykowany już na wypicie winiaku, ale nie napojony, z determinacją poszedł do domu.  Gdyby pierwsi chrześcijanie byli takimi kołtunami jak ten Medalik - nie wiem, czy dziś choć jeden mały papirus                    wspominałby jeszcze o nich.
polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski
  KOŁTUNY  część I  -   ...::::Jazzski ::::...

  Kołtun - encyklopedycznie - jest to zbity kłąb włosów na głowie powstały skutkiem brudu, niemycia i nieczesania głowy, połączony zwykle z wszawicą.
W znaczeniu drugim, przenośnym - człowiek o ciasnych horyzontach umysłowych, zacofany, osoba pozbawiona kultury, ograniczona, małostkowa.
  Zgodzi się każdy, że spotkać kołtuna i mieć z nim do czynienia - to pech. Wszyscy więc mamy pecha. Cały naród.
  Nasze szczęście - że żyjemy w części świata o klimacie umiarkowanym, sejsmicznie nieaktywnej, na obszarze nieokupowanym przez obce wojska, do tego w czasach nienarzucania wszystkim siłą jednej ideologii i prawie nieprzymuszania do jednej religii, słowem, w warunkach które umożliwiają optymalny rozwój i nieskrępowane uprawianie demokracji - szczęście to, powiadam, zabiera nam kołtuneria, która opanowała życie polityczne.
  Nasz model ustroju zaprojektowaliśmy sobie sami. Wierzę, że w procesie tym przeszkadzała, jak umiała, nomenklatura postsocjalistyczna, chcąc ugrać coś dla siebie - pieniądze, konkretnie. Jednak swołocz ta nie mogła być zainteresowana zamordowaniem karmicielki, którą zamierzała ssać po kres swoich dni. Żaden zdrowy na umyśle człowiek aspirujący do władz w państwie nie będzie czerpał z tego - po 17 latach - argumentów do uzasadniania swoich dzisiejszych politycznych koncepcji, bo dokona samoośmieszenia.
  Ale może zdrów nie być, jeśli nasz system wyborczy zapomniano wyposażyć w mechanizm chroniący przed przedostaniem się do rządów osób "specjalnej troski". A - zapomniano!
  Może, niestety, być jeszcze tak, że kandydat do władzy ma wszystkie klepki, ale nie dębowe, tylko z jakiegoś paździerzu. Wtedy można, a nawet należy przyjrzeć się jego postępowaniu i porównać, czy aby nie wyczerpuje ono znamion cechujących kołtuna. Jeśli przypadkiem - tak, to mielibyśmy wyjaśnienie ewentualnych niezrozumiałych zachowań kogoś z władz, gdy świat inteligencki i świat w ogóle dawałby nam coraz więcej sygnałów, że Polska śmieszy, Polska brzydzi.
  Właśnie, akurat jesteśmy w takiej sytuacji, że te dwa światy sygnalizują - ba! - alarmują o wspomnianej awarii. Porównujmy więc:
a. człowiek o ciasnych horyzontach umysłowych.   - Czy ktoś się państwu kojarzy?
b. zacofany.   - Czy spotkaliśmy się z ... ?
c. osoba pozbawiona kultury   - Czy kogoś nam to przypomina?
d. ograniczona   - Czy widzieliśmy w telewizorze jak ... ?
e. małostkowa   - Czy ktoś dostarcza przykładów na ... ?
  Dodam jeszcze od siebie, że kołtun ma tenedencje do otaczania się kołtunerią, a także dobierania sobie do współpracy kołtunów. Wszyscy zaś razem czują się w swoim gronie i powietrzu - raźno. Przez to łatwiej im zachowywać dobre samopoczucie, oraz zdolność niereagowania na krytykę z zewnątrz.
  Dobranoc Państwu. Proszę umyć ząbki przed położeniem się.

polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski
  Przepraszam,  czy  tu  tępią?  -   ...::::Jazzski ::::...

  Być tępym jest miło, swojsko i ma się poczucie przynależenia do większości. A ja zawsze chciałem nie być i chyba robiłem błąd. Tępy przede wszystkim nie wie, że bystry to on nie jest, dlatego nigdy nie czuje się z tego powodu głupio. Czyta gazety z dużą ilością kolorowych zdjęć i wielkich liter głoszących same sensacje. Słucha radia i telewizji, które mu wyraźnie mówią, że wszędzie jest niezwykle. Już, w zasadzie, za płotem zaczynają zbiorowe gwałty na dzieciach i zwierzętach tej samej płci dokonywane przede wszystkim przez osobistości znane z pierwszych stron gazet. Znane, rzecz jasna, głównie z powodu swoich koszmarnych czynów, których popełnianie jest warunkiem zaistnienia w przestrzeni publicznej. To zaistnienie umożliwia osiąganie eksponowanych stanowisk, co skutkuje dalszą popularyzacją nazwiska i wizerunku w mediach. Wynikiem tej sławy jest na ogół obudzenie przez taką postać zainteresowania prokuratury której, jak wiadomo, wystarczy wskazać człowieka, a ona już dopasuje do niego paragraf.
  W wyniku starań prokuratorskich Znane Postacie trafiają co prawda do więzienia, ale jest to zwyczajne stadium rozwoju, niespecjalnie dla nich dolegliwe. Wychodzą bowiem zaraz, kiedy tylko przygasa nimi zainteresowanie, bo przeniosło się już na kogoś następnego. Kiedy nie przygasa, wychodzą na podstawie decyzji lekarzy, którzy - jak prokuratorzy paragraf - umieją każdemu jednemu obstalować jednostkę chorobową, wymagającą wyjścia na świeże powietrze; czasem - świeży całkiem kraj.
  Na każdym etapie kariery Znanej Postaci otrzymuje ona pieniądze za wszystko, co powie o sobie i czynach swoich do kamery, mikrofonu, czy wprost na szpaltę gazety. W dni zaś nieparzyste, wypłacają jej pieniądze czynniki niejasne, ale jasno zainteresowane tym, czego Postać nikomu nie powie. Dodatkowo, jeżeli Osobistość ma czas i miejsce w portfelu, zawiera umowę z literatem - murzynem, który powoduje, że napisuje ona książkę o sobie i braku racji u innych. Książka sprzedawana jest przed napisaniem, więc od autora oczekuje się tylko podpisu, że zgadza się przyjąć wynagrodzenie i więcej nie zawraca się mu głowy.
  Tępy ma dobrze. Uwierza w to wszystko, co wyżej opisałem. Zakłada kurtkę, czapkę i wychodzi z domu. Idzie od razu w głębokie życie. Wie, że kariera jego jest praktycznie nieunikniona. Następnie bierze - i robi ją.



  Jazzski
  List otwarty do KOŚCIOŁA  -   ...::::Jazzski ::::...

  Szacowny Kościele Chrześcijański! Chciałbym, ale nie mogę mieć do Ciebie sympatii. Oszukałeś mnie w dzieciństwie, moich rodziców i miliard naiwnych umysłów na połowie Ziemi. Zataiłedś i zatajasz przed nami historyczne zbrodnie, których na przestrzeni dwóch tysiącleci naszej ery dopuszczono się w Twoim imieniu i rękoma Twoich przedstawicieli. Ucząc mnie katechizmu, w którym zawiera się postulat prawdomówności, nie wspomniałeś - nie wytłumaczyłeś się z fałszowania Biblii, nadużyć interpretacyjnych ewangelii, morderstw i oszustw dokonanych przez papieży - nieomylnych przecież w sprawach wiary. Spowodowałeś konflikt w sumieniach milionów ludzi, którzy nie mogąc pogodzić ustaleń nauki z "prawdami" głoszonym przez Ciebie, odeszli od wiary w Boga. Mamiłeś mnie w założeniu że nie będę dociekał. Zmusiłeś mnie do odejścia z goryczą kogoś okpionego przez Tego Kumu Ufał. Dzisiejsze moje przekonanie o istnieniu Boga jest wynikiem własnej, samodzielnej pracy z użyciem rozumu. Dzisiaj wiem, że Bóg jest i że jest w każdym z ludzi, a każda istota jest Częścią Boga.
  Nie na Go natomiast w bogatych świątyniach, zdobnych szatach liturgicznych, złotych kielichach i malowanych, czy rzeźbionych "świętych" wyobrażeniach. Nie ma w "ich świątobliwościach" - zaszczytach i kościelnych godnościach, które piastują hierarchowie.  Jesteś oszustem.
  Mimo tego wszystkiego, kilka lat temu przyszedłem do przekonania, że nadejdzie czas, w którym dla ogólnego dobra, będę musiał przyłożyć się do Twojej obrony. Ten czas, zdaje się, nadszedł.
  Winy które na Tobie ciążą, fałszywość moralności i cała absurdalność Twojego systemu filozoficznego, nie znoszą faktu, że dla milionów niesamodzielnych umysłów pełnisz funkcję rozumowej protezy. Jesteś oparciem w życiu, przez wskazywanie - co nalezy sądzić, za czym się opowiedzieć. Gdyby Ciebie zabrakło, te miliony padłyby ofiarą indoktrynacji różnych sekt, znacznie sprytniejszych i bardziej niebezpiecznych, niż Radio Rydzyk. Zagubione dusze zostaną z całą bezwzględnością zagospodarowane, przede wszystkim przez organizacje nastawione na dochód. Kto udając mesjasza, proroka, albo nawet jakiegoś "Ojca Prawdziwka" zgromadzi wokół siebie milion wiernych, a nierozgarniętych pań w - dla odmiany - bawełnianych rajtuzach, ten dysponuje potężną siłą polityczną, którą bardzo łatwo przetransformować na pieniądze. Pieniądze prywatne, jak najbardziej. Jak wielka to siła - widać, kiedy premier z wicepremierem, mimo ośmieszenia, muszą stawiać się w siedzibie i wyrażać poparcie dla działań lokalnego, a przez inteligencję nieakceptowanego radia. Bo za radiem tym stoi tyle, a tyle głosów wyborczych. Jedno śmiechu warte radio, swoim komercyjnym sukcesem pokazuje łatwą drogę następnym, którzy skrupułów nie będą już mieli wcale. Mając wpływ na władzę, mogą oddziaływać na szkodę państwa naszego, w interesie innego, które akurat nas nie lubi. Znam takie.
  Nie możemy sobie pozwolić na Twój rozpad, Kościele. Nie teraz. Nie daj się rozłożyć przy okazji małej afery arcybiskupa Wielgusa. Jego przewiny przy Twoich są, jak ziarno piasku w oceanach świata. A Ty wyraźnie działasz na swoją szkodę. Nie rozliczasz sam swojej przeszłości. Nie uwzględniasz dowiedzionych praw Przyrody. Nie przemawiasz logicznym, przekonującym językiem. Wreszcie, ignorujesz życiowo ważne pytania, zaprzątające umysł współczesnego człowieka. Ty od człowieka odchodzisz. Czy współczesność jest dla Ciebie za trudna?
polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski
  NIMA  ŚNIEGU  -   ...::::Jazzski ::::...

  Na śniegu można robić różne rzeczy. Ja robiłem, i to nie raz (ale złośliwy jestem, co?). Mam taką grubą baranicę - sto procent izolacji.
  Nie rozumiem, co robią posłowie. Gdzie jest uchwała o zmówieniu modlitwy w sprawie spadnięcia śniegu? Społeczeństwo czeka! Wyciągi narciarciarskie zwisają, zamiast się zwyrtać.
  Niech się posłowie nie zrażają tym, że kiedy latem uchwalili modlitwę o deszcz - nastąpiły po niej cztery tygodnie suszy. Może w Niebie nie było akurat głowy do deszczu i petycja się przeleżała. Trzeba próbować. Ufajcie. A do którego świętego zanoszono? Bo jeśli do takiego od np. słonecznej pogody, to mogła zajść pewna, że się wyrażę, niezręczność. Święty mógł poczuć się przedmiotem niestosownej prowokacji. Niebo - jak zagranica - wymaga podejścia z dyplomatyczną elegancją. Niech posłowie nie naśladują pana prezydenta i nie obierają stylu "Na rozśmieszenie". Jak widać po wynikach, jest to droga donikąd.
  Trzeba przysiąść fałdów i nabyć podstawowego rozeznania, w czym się można zwrócić - do kogo. Ostatnio grupa 46 posłów z PiS, LPR i PSL złożyła do marszałka Sejmu projekt uchwały w sprawie obrania Pana Jezusa królem Polski. Wszyscy rozumiemy, że aktualnie rządy w Polsce są sprawowane ze skrajną niekompetencją i z dziecinnymi wprost błędami. Że jesteśmy pośmiewiskiem Europy, a także jej obawą, czy aby nie przyjęła nas o 10 lat za wcześnie. Ogólnie wiadomo, że coś u nas trzeba, i to prędko, zrobić. Ale, jeśli chce się zmienić ustrój z republiki ma monarchię, to trzeba było najpierw chodzić do szkoły, żeby wiedzieć, że wpierw się zwołuje Zgromadzenie Narodowe, które musi uchwalić zmianę Konstytucji R.P., a jeżeli to przejdzie, nie obejdzie się jeszcze bez referendum powszechnego, które by taką historyczną zmianę zatwierdziło.
  Ja już od dłuższego czasu tęsknię do monarchii oświeconej, która przeprowadziłaby nas przez czasy odrabiania rozojowych zaległości. Ale, żeby nikt z grupy szanownych posłów nie pomyślał, że wypadałoby wcześniej przeprowadzić rozmowy z samym J.W. Kandydatem? A jeżeli nie zareflektuje?
  Biskupi polscy uznają pomysł za nierealny, ergo - niestosowny. Przecież, gdyby był cień szansy na tę intronizację, to sami już dawno by o nią zabiegali, bo - skąd by brano ministrów? - Właśnie.
  Ja po prostu nie wierzę w czyste duszyczki tych posłów. Deszczu nie załatwili. Śniegu nawet nie próbują negocjować. To, króla by chcieli ściągnąć? - Podpadnięci są, i tyle.

p.s.
Kolejny raz trudno będzie Państwu uwierzyć - wszystkie opisane wydarzenia są prawdziwe.



  Jazzski
  Nie ma problemu Marcinkiewicza!  -   ...::::Jazzski ::::...

  Bezsprzecznie najpopularniejszy polityk w Polsce, do tego nieobciążony nawiedzeniem ideologicznym, jednym słowem - skarb, występujący na dodatek w czasie deficytu autorytetów w życiu publicznym. Ten ludzki rarytas spędza sen z powiek pana Kaczyńskiego, dźwigającego przecież na swoich niedużych barkach los wielkiej Polski. Kłopot jest absolutnie nietypowy: Nie można gościa, normalnie, pognać "w pole", ani wsadzić za kraty, bo pan Kazio (ze sprytu, albo przekory) niczego nie ukradł, nie sfałszował, nie zgwałcił, a nawet powstrzymał się od ośmieszania rządu R.P. i Kraju w ogóle. Więc, po wykonaniu zadania chwilowego zawiadowcy Warszawy, wypada mu oddać stanowisko rządowe rangi co najmniej wicepremierowskiej. A tu - posady posprzedawane! Zhandlowane za przyciskanie tego, a nie drugiego guzika podczas głosowań sejmowych. Handel jest handlem. Nie da się teraz Lepperogiertychów uprzątnąć z gabinetów tylko dlatego, że wrócił fachowiec i mógłby ktoś zacząć pracować. Transakcja była i cwaniacy przypuszczalnie zachowali paragony. Zwrócą się do Federacji Konsumentów i na pewno wygrają.
  Ale ja, w seansie jasnowidzenia, co to się już chwaliłem, że je miewam, ale nie zdradzę, podczas czego, znalazłem rozwiązanie panakaczyńskowego problemu. Proste i oczywiste - jak to u genialnych rozwiązań:

Żeby poznać to rozwiązanie wyślij s.m.s. o treści "mam chęć" na znajomy sobie numer. (koszt 19,99 zł. bez VAT)

Ha, ha, ha, żartowałem! Już podaję: Pan Jarosław Kaczyński zwalnia stanowisko premiera i zaprasza do jego objęcia pana Kazimierza Marcinkiewicza. Wszyscy wiedzą, a pan Kaczyński najdobitniej, że Marcinkiewicz wykonywał tę funkcję pod każdym względem lepiej. Ma większą wiedzę, wyższą kulturę osobistą, lepszą prezencję, dykcję i nie jest obłąkany żądzą zemsty na Wałęsie, Michniku, Geremku i dobrym imieniu Kuronia, za to, że w walce z komuną liderowali.



  Jazzski
  APAGE !   -   ...::::Jazzski ::::...

  Szatan!, proszę Państwa, Szatan - nikt inny - wziął w swoje brudne ręce sprawy w kraju!
Ekspert Radia Maryja zadał sobie trud wyliczenia, czy można bezkarnie używać komputera. Wynik jednoznacznie wskazał, że - nie. Osoba ta, duchowna, ale żywa (czyli ktoś więcej), podała na antenie:   "Weźmy słowo KOMPUTER. Wszystkie litery w tym słowie przyporządkujmy kolejnym liczbom w alfabecie, potem dodajmy je do siebie i pomnóżmy przez 6. Co otrzymamy? Otrzymamy 666. A więc i komputer i Internet to narzędzia diabła."
  Mamy więc problem: Aktualni szefowie państwa składają Radiu oficjalne wizyty i przemawiając na miejscu chwalą je, oraz wyrażają poparcie dla jego społecznej misji, tym samym podnosząc treści programowe Radia do rangi doktryny państwowej. Nie wyobrażam sobie więc, żeby władze pozwoliły na dalsze stosowanie narzędzi szatana w pracy biurowej ministerstw. Zła to prognoza dla leśnictwa i zła wiadomość dla wszystkich kochających las. Miliony drzew padną pod piłami i siekierami, bo miliardy dokumentów trzeba będzie przepisać na papier, niestety.
  W ślad za urzędami będzie należało wyrzucić komputery ze szkół, uczelni, i wszelkich instytucji pod państwowym zarządem. Komputery pozostaną tylko w biurach podległych episkopatowi, klasztorach i na plebaniach, gdyż tam władza państwowa nie sięga. O dusze urzędników kościelnych nie musimy się jednak bać, gdyż oni na pewno dysponują programami antyszatanowymi, które wykryją i "zdelete'ują" najmniejszy nawet wirus oparty na siarce, czy smole.
  A rzesze zwykłych, bezbronnych obywateli, których nie będzie stać na deficytowy papier? - Oni, niestety, pozostaną narażeni na śmierć moralną, nieprzerwanie płynącą z monitorów, sączącą się ze zdradliwej czeluści szpar w klawiaturze, oblepiając użytkownika mazią zepsucia i zgnilstwa! Huuu!
  Nie jesteście bezpieczni! Czytelnik Hans von (nazwiska nie wymienię, bo może zawierać niebezpieczny ciąg liter) uświadomił mi właśnie, że jeśli wszystkie litery w słowie "Jazzski" przyporządkować odpowiednim liczbom z alfabetu (zdaje się, nie polskiego), potem przy użyciu znanego równania wyznaczającego masę słońca - M_c = \frac{4}{3} r_0^3 \rho_c. (przy czym równanie należy scałkować od 0 do x0), otrzymujemy liczbę całkowitą, z której wystarczy już tylko wyciągnąć pierwiastek czwartego stopnia i również otrzymujemy 666.
  Doradziłbym: "strzeżcie się więc, czytelnicy, albowiem ktokolwiek ma coś na sumieniu, prędzej czy później znajdzie się w mojej straszliwej mocy!", ale nie doradzę - to bezcelowe. Bo kto nie ma?
polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski
  DLACZEGO NIE LUBIMY GIERTYCHA?  -   ...::::Jazzski ::::...

  Panie Romanie, zapewne jest Panu przykro wiedzieć, jak duża większość ludności kraju Pana nie lubi. Mnie też zagadnienie to zainteresowało, a że w naturze mam sprzyjanie wszelkiemu stworzeniu - zmartwiło. Usiądźmy zatem i spróbujmy na chłodno przeanalizować problem.
  Moja sąsiadka, krawcowa, nie lubi Pana, bo boi się Pana twarzy. Widzi w niej coś, czego za żadne skarby nie chciałaby spotkać po zmroku w ciasnej uliczce.
  Sąsiad z wyższego piętra nie lubi Pana za wzrost, który jest u Pana duży, a u niego mały. Jest zdania, że karmiono Pana sterydami, albo pędzono przyśpieszaczami wzrostu. W każdym razie - mówi - w małych miasteczkach normalnie nie wyrastają tacy, a on wie, bo się z nimi w młodości chętnie bijał.
  Przyjaciółka Joanna (imię zmieniłem z "Barbara"), z zawodu psychiatra, przestudiowała większą partię Pana wypowiedzi i rozpoznała u Pana jakieś jednostki - nie chce powiedzieć głośno, ze względu na tajemnicę lekarską, czy coś. Zdradziła tylko, że ma dla Pana dużo współczucia, ale żeby lubić - to nie.
  Kierowca taksówki powiedział mi, że nie lubi Pana, bo mądrzejsi od niego mówią, że Pana nie lubią, a on tylko mądrzejszych wozi i wie, co robi, bo sam jest niegłupi.
  Znajomy nauczyciel wyznał mi, że nie lubi Pana ze względu na niedostateczne wykształcenie się u Pana poprawności mowy i budowy zdań. Według niego człowiek powinien się z tym najpierw uporać, a w następej kolejności dopiero przyłączać do życia publicznego.
  Pośród wywiadowanych osób jak dotąd nie natrafiłem na lubiącą Pana, ale wiem, że kiedy dojdę do setki przepytanych - zgodnie z prawami statystyki - co najmniej jedna powinna się znaleźć.
  Pora, żebym opowiedział teraz, dlaczego ja Pana nie lubię. Ja, otóż, nie znajduję u Pana predyspozycji do pełnienia funkcji odpowiedzialnych społecznie. Nieładnie jest wykorzystywać pechową dla państwa koniunkturę kryzysu kadr politycznych, okres nieurodzaju mężów stanu, dla umieszczania osoby własnej na urzędzie, jeżeli ma się jaskrawo widoczne niedobory w przygotowaniu do jego piastowania. Gdyby Pan aspiracje swoje skutecznił w jakiejś, największej nawet, prywatnej firmie, kwestia Pańskich kwalifikacji byłaby zmartwieniem tylko władz przedsiębiorstwa. Kiedy jednak sięga Pan po stanowisko państwowe, skutki Pana poczynań krzywdzić mogą wielką liczbę ludzi.
  Gdyby zechciał Pan wziąć pod uwagę powyższy raport i dobrowolnie zrezygnował z narażania społeczeństwa na niebezpieczeństwo, z pewnością wiele osób uzna to za czyn szlachetnego rodzaju i może polubi nawet Pana. Cóż może być milszego osobie, która nieraz i nie dwa pokazała, że bardzo jej zależy na opinii współczesnych.


polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski
  NIECH BĘDZIE POCHWALONY OJCIEC NASZ W ETERZE !  -   ...::::Jazzski ::::...

  Słuchajcie wszyscy w skupieniu, albowiem na dzień dzisiejszy (7 XII) przypada piętnasta chwalebna rocznica powstania Radia Maryja. Tak, drogie dziatki, poczęte w skupieniu i poszanowaniu dziesięciu przykazań oraz siedmiu grzechów głównych. To już kilkanaście lat od chwili, kiedy przeżyłem swoją mistyczną przygodę z Radiem.
  Jechałem autobusem przez Pieniny. W moim walkmanie z radiem nic nie chciało odbierać w tych górach. Kręcę kółkiem bez nadziei, aż nagle... Jak nie huknie! Czysto, jak zza ściany, zabrzmiały dźwięki radiostacji, jakiej istnienia w najdziwaczniejszym śnie bym nie przewidział. Specyficzne głosy mówiły o czymś, ale nie dawało się wyłapać w tym sensu. Jakby skrawki pociętych modlitw posklejane w przypadkową całość. Do tego coś o Żydach, szatanie, bez ładu przemieszane z nazwiskami z pierwszych stron gazet. Wszystko zaś nieudolne, jakoś, stylistycznie - jakby bez wystarczającej znajomości języka. Pierwsze próby rozwikłania fenomenu nasunęły mi myśl, że to amatorski kabaret wyśmiewa język dewotek, czy innych przykościelnych kółek zainteresowań, ale robi to źle, naprawdę bez taktu i zamiast zdrowego śmiechu budzi tylko niesmak. Kiedy zauważyłem, że mój nastrój idzie w kierunku przygnębienia i coś mnie, jakby, mdli - wyłączyłem urządzenie.
  Może rok upłynął, zanim dowiedziałem się, że naprawdę istnieje takie radio, że to są dorośli ludzie, tylko że ich profilem programowym jest bełkotliwe obrażanie ludzi, rozumu, kościoła, różnych narodów i grup społecznych. Taka karykatura radia wyznaniowego. Pomyślałem wtedy, że to robota Urbana, który bez intrygowania żyć nie może, a ośmieszanie katolicyzmu jest, jak wiadomo, najmilszą mu rozrywką.
  Dzisiaj nadal nie wiem, kto jest ojcem tego koszmaru. Może zalągł się samorodnie na pożywce umysłowego zaniedbania i kołtunerii, a może ktoś jednak ten wykwit posiał. Póki co - nie dojdziesz. Miałem zbożny zamiar utrzymać ten felieton w tonacji pogodnej, bo przecie wesół jestem z natury. Ale to mi się nie uda - sprawa jest zbyt przybijająca. Dlaczego? Bo w świętowaniu jubileuszu tej chorej nadajni biorą czynny i oficjalny udział premier i wicepremier mojego demokratycznego, de Constitutio neutralnego światopoglądowo, państwa. Oznacza to, że rząd daje światu sygnały - jakie poglądy Republika Polska uznaje za swoje. Ja w żadnym wypadku nie upoważniałem polityków do popierania w moim imieniu antysemityzmu, ksenofobii, zaprzeczania komorom gazowym, nietolerancji i wielu innych niedorzeczności głoszonych przez te głośniki. Trzeba być doprawdy niespełna rozumu. Wprawdzie każdy ma prawo taki niedobór legalnie w głowie trzymać, ale nie powinien wtedy kierować nawet rowerkiem trzykołowym, bo to stanowi niebezpieczeństwo dla innych!

  A oto przykłady zdań, które padają na antenie radia:

o. Rydzyk:
- Ja już nie mogę się na to wychowanie se ksu al ne patrzeć. I popatrzcie, jak ono jest wprowadzane w Polsce. Rękami katolików jest wprowadzane. To jest normalny instruktaż. Dzieci się instruuje, jak robić samogwałt, jak sobie robić dobrze... bez Boga.
Ekspert RM:
- Filmy rysunkowe są narzędziem dewastacji psychiki dziecka. Ich bohaterowie są głosicielami satanizmu... na przykład ten kwaczący kaczor Donald...
Słuchaczka:
- Niestety jestem za tym, że jak dziecko jest chore... to znaczy płód jest chory nieuleczalnie, to powinno się dopuszczać aborcję.
Prowadzący audycję:
- To panią powinno się w pierwszej kolejności zabić, a nie to dziecko.
Słuchaczka:
- Ja dzwonię ze Stanów. U nas jest już taka deprawacja i kultura śmierci, że w szkołach stoją automaty do sprzedaży prezerwatyw.
o. Jacek:
- To pani nie dzwoni ze Stanów, tylko z piekła.
Słuchacz:
- W Oświęcimiu nigdy nie było komór gazowych. Ta propaganda głoszona jest przez lobby ho mo sek su a lis tów amerykańskich.
o. Piotr:
- Chyba przez lobby żydowskie.
Słuchacz:
- A to nie na jedno wychodzi?
Słuchaczka:
- Słuchałam pana wypowiedzi i muszę przyznać, że była ona na bardzo niskim poziomie, wręcz na poziomie żenującym.
o. Rydzyk:
- Widzicie... to telefonował do Radia Maryja szatan, choć o niewieścim głosie. A jeśli to nie sam szatan dzwonił, to jego niewolnik o imieniu Urszula.
telefon do RM:
- Najdroższy ojcze Rydzyku. Jesteśmy z tobą. Jak by ktoś chciał na ciebie rękę podnieść, to ja nie wiem co bym mu zrobiła... najdroższy i uwielbiony ojcze. Ty jesteś dla mnie więcej jak Bóg... (płacz) Sto razy więcej jak Bóg... ukochany ojcze. Oni wszyscy będą musieli z tego kiedyś zdać świadectwo. Przed Bogiem i przed tobą, bo ty będziesz siedział na jego prawicy.
Słuchacz:
- Ksiądz nie chciał pochować za darmo mojego ojca. Jak się zapytałem, co mam zrobić, bo jest lato i gorąco, to on odpowiedział: "Zamarynuj go sobie".
Prowadzący audycję:
- No... pan jest chyba członkiem SLD.
o. Rydzyk:
- Kochani... należy siać, siać, siać! Trzeba siać, aby urosło. Siać... siać, a jak nie będziecie siać, to... to i tak urośnie.
o. Rydzyk:
- Ostatecznym celem ho mo sek su a liz mu jest walka z Kościołem i zniszczenie Kościoła.
ekspert RM:
- Czasem w towarzystwie słychać koncert "bąków". Wszystko spowijają trujące wyziewy tych gazów. Z punktu widzenia ekologii jest to barbarzyństwo.
ekspert RM:
- Masoni są narzędziem szatana, a ich znakiem jest słońce. Zwróćcie uwagę, że ten znak starają się umieścić wszędzie. Na przykład w Polsacie się ono pojawia i na butelkach wody "Bonaqua", i jako logo partii Unia Wolności....
ekspert RM:
- Jest taka książka dla dzieci pod tytułem "Doktor Dolitle". To jest straszna książka i jeszcze na dodatek lektura.
telefon do RM:
- Ja sobie taką modlitwę wymyśliłam sama. Mogę powiedzieć?
- Prosimy...
- Jak to dobrze, że jesteś, ojcze Rydzyku, jak to dobrze, że ciebie ta mama urodziła, niepokalana...
rozmowa na antenie RM:
- Niech będzie pochwalona Maryja zawsze dziewica. Czy będę na antenie?
- Już pan jest na antenie.
- A co mi ksiądz za pierdoły opowiada, kiedy mam włączone Radio Maryja i tam teraz słyszę ojca dyrektora!
- Bo jeszcze fale radiowe do pana nie zdążyły dolecieć.
ekspertka RM:
- Telewizja i gry komputerowe mogą być przyczyną masturbacji ...
ekspert RM:
- Weźmy słowo "komputer". Wszystkie litery w tym słowie przyporządkujmy kolejnym liczbom w alfabecie, potem dodajmy je do siebie i pomnóżmy przez 6. Co otrzymamy? Otrzymamy 666. A więc i komputer i Internet to narzędzia diabła.
Ekspert RM:
- Muzyka techno w takim samym, a może nawet większym stopniu co narkotyki, uzależnia. Wywołuje bowiem w organizmie podobne reakcje chemiczne. Prowadzi też do rozwiązłości sek su al nej.
Słuchaczka:
- Pół emerytury będę oddawać dla mojego ukochanego Radia Maryja.
o. Jerzy:
- To pięknie. A ile ma pani tej emerytury?
Słuchaczka:
- Skąd się w Polsce bierze ten antysemityzm? Ja jestem właśnie takiego pochodzenia...
o. Jacek:
- Współczujemy pani wszyscy...
Słuchacz:
- Postanowiłem w następnych wyborach głosować na Platformę Obywatelską.
o. Rydzyk:
- No to pan cierpi na schizofrenię. Trzeba się przebadać, a ja pana na razie wyłączam.
o. Rydzyk:
- Ludzie pokazują palcami, jakim ja samochodem jeżdżę. Że mercedesem klasy S. A niby czym mam jeździć? Na krowie mam jeździć? Głupoty takie gadają... mogę na krowie, ale gdzie ja bym tę krowę trzymał w Radiu Maryja?
Słuchacz:
- Ja już pięć godzin do was dzwonię i dopiero teraz się dodzwoniłem. Chciałbym zaprotestować przeciwko temu, że wy tak bez przerwy na tych Żydów nadajecie...
o. Rydzyk:
- No to niech pan sobie następne pięć godzin jeszcze do nas podzwoni.
o. Rydzyk:
- Mam właśnie w ręku program SLD. Nie wiem, czy ja te ręce potem domyję...
o. Rydzyk:
- Szatan potrafił mamić wielkich świętych, pokazując im się pod postacią Matki Boskiej czy Jezusa, to co dopiero mówić o dzieciach, którym ukazuje się pod postacią Kaczora Donalda i Harry'ego Pottera?
Ekspert RM:
- Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Lech Tusk zostałby prezydentem...
Ekspert RM:
- Trzeba raz na zawsze nazwać, kim jest Owsiak. Jest to człowiek rodem z piekła. Taka jest prawda!
o. Rydzyk:
- I popatrzcie, jacy zdrajcy dostali się do polskich elit... do Sejmu. Chcą zabijać nienarodzone dzieci. Posłanki! U mnie w rodzinnym domu takie kobiety określało się słowem zdziry.
o. Rydzyk:
- Pewna matka zapytała mnie, co w takim razie ma czytać jej syn. Odpowiedziałem, że lepiej niech już czyta "Mein Kampf" Hitlera niż "Harry'ego Pottera".

(cytaty zaczerpnąłem z "http://www.radiomawryja.pl/cytaty.php")

  Dobranoc Państwu. Proszę pisać - bardziej Państwu śmieszno, czy straszno?

polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski
  SE XO BRO NA  -   ...::::Jazzski ::::...

  Dzieńjaknajdobrszy Państwu!   Państwo wią, jak ja nawidzę Leppera i całą jego kamandę, prawda? Już parę razy nie zostawiłem na nim suchej nitki tak, że przez kilka następnych dni widać było w telewizorze, jak okapuje z frędzli wystrzelonej w niego kpiny. Dzisiaj jednak zajmę pozycję strzelecką bynajmniej nie w okopach wrogów Jędrka. Poglądy nie tylko trzeba mieć, ale należy także weryfikować ich trafność i ubieżącać - że tak się wyrażę (bo ja lubię się wyrażać).
  Dziś od rana (piszę w Barbórkę) wszystkie publikatorzydła z lubością pławią się w nieswojej rozpuście. Mają padlinożerczą, lubieżną radochę w taplaniu się w nieświeżych pozostałościach po cudzym nierządzie. Gdyby weszły w posiadanie użytych do niego prześcieradeł - pokazywanoby je nam już do śniadania, a zaproszeni eksperci z suwmiarkami w rękach spekulowaliby do nocy, która plama jest po kim i w jakiej fazie partyjnego wzlotu jemu wypłynęła. Tfffu!
  Wiadomo, że są na świecie męskie kanalie, które dorwawszy się do jakiejkolwiek władzy zaraz próbują wykorzystać ją do "osiągnięcia korzyści osobistych". Dotyczy to zwłaszcza prostaków, których prowizoryczny rozum nie dysponuje zdolnością rozeznania się w materii etyki, ba - nie ma nawet możliwości pamięciowego przyswojenia tego terminu. Ale wiadomo, że są również i żeńskie... (chyba nie znam odpowiedniego nazwania), które deklarują ciszej, lub głośniej: Dam każdemu, kto ma kasę i trochę mi jej udzieli. Śpiewał o takich Jacek Zwoźniak - pamiętacie? Jest ich setki tysiecy. Nie mniej, niż bydlaków męskich. Ot - życie!
  Mimo, iż nie mam grama sympatii dla LEPPROBRONY, to nie uznam od razu, że uprawiano tam łapanie dziewic i bezczeszczenie ich w stanie przywiązania do kaloryfera, dopóki nie orzeknie tego sprawiedliwy sąd. Nie życzę Lepperdołom źle ani dobrze. Ja w ogóle im nie życzę.
  Nie chcielibyśmy stawiać się w jednym rzędzie z jakimś Kurskim i rozgłaszać na całą Polskę zmyślonej sensacji, np. że dziadek Kaczorskiego (który jest naszym konkurentem) był w NKWD i strzelał do nas, na przykład w Katyniu, prawda? Tak nie robimy, bo chcemy po prostu być przyzwoitym człowiekiem. Sprawę, czy ktoś popełniał trzy lata temu czyny zabronione prawem pozostawiamy do rozsądządzenia niezawisłemu sędziemu, którego długo kształcono w jego rzemiośle. Tymczasem media prześcigają się nie tylko w tropieniu sensacyj, ale także w podmalowywaniu jaskrawą plakatówką tego, co sensacyjne jest za mało. TO TEŻ JEST NIEUCZCIWOŚĆ.
  Skoro jestem przy mediach, to dołożę im przy okazji więcej: Przy wszystkich pozytywach programów "interwencyjnych" muszą mierzić - tylko na tani szok obliczone, reporterskie relacje z ohydnych zajść, czy uprawiania podłych obyczajów, gdzie się już sromotnie stało, gdzie niczego się nie cofnie, gdzie wyraźnie widać, że telewizja przyjechała tylko po to, żeby niepięknie zarabiać oglądalność na nieszczęściu i wstydzie zaniedbanych ludzi.



  Jazzski
  PODGLĄD STRASZNEJ PRZYSZŁOŚCI  -   ...::::Jazzski ::::...

  Miałem widzenie: - Jesień 2007. Rokita z Tuskiem ogłaszają tworzenie superpartii. Zaprosili wszystkie ugrupowania na konferencję. Ale regulamin jest taki, że nie dopuszcza się następujacych osób:   O skrajnych poglądach, "nietypowych" parametrach inteligencji, a dla pewności, żeby odpowiednie persony zrozumiały, że to o nie chodzi - "specjalnego" wzrostu. Trzeba było mieć powyżej 1,5 metra i poniżej metr dziewięćdziesiąt. Kaczor został zatrzymany na bramce. Wywiązała się awantura, więc wyszedł Donald jeszcze raz wyjaśnić kryteria. W ogólnym zamieszaniu Kaczor (lub jakiś Kurski w jego imieniu) ugryzł Donalda w łydkę. Donald zagroził, że jak nie przestanie - da mu w dziób. Kaczor pozwał go do sądu za szydzenie z cech anatomicznych i w trzeciej instancji wygrał. Ale sędzia nazywał się Kaczorowski. To rodziło oczywiste podejrzenia o stronniczość. Prasa była za Donaldem, jak zwyle. "Pijar" Kaczora drastycznie spadał, więc włączył się Kaczor bis, ale bez rozumu - kłapiąc dziobem z mównicy przeznaczonej dla spraw państwowych, a nie rodzinnych. Skutkiem tego jemu też opadło, a że niewiele tego było - poszło poniżej zera.
  Nie było innego wyboru, jak robić nowe wybory prezydenckie. Na to tylko czekał niejaki Lepper, który przezornie ostatnimi czasy schodził wszystkim z drogi i starał się niczego nie zmalować. Jako w miarę nieumoczony - wybory wygrał, o włos przeważając w drugiej turze nad Stanem Tymińskim. Ludność miast i miastek jęła wykupywać flagi narodowe, żeby je wywieszać przesłonięte czarnym kirem. Młodzież piśmienna rozpoczęła masową emigrację.
  W tych to okolicznościach prezydent udziela wywiadu w sali Białej Pałacu Prezydenckiego:
Dziennikarz:
- Panie Prezydencie. Czy martwi pana "ucieczka mózgów" z Polski, co wydatnie uszczupla potencjał intelektualny po stronie pracobiorców?
Prezydent RP:
- Co ?
Dziennikarz:
- Czy Urząd Prezydencki przedsiębierze jakieś działania w celu powstrzymania eksodusu absolwentów?
Prezydent RP:
- Co ?
Dziennikarz:
- Chciałem zapytać...
Prezydent RP:
- To niech pan wreszcie spyta, bo jak ja widzę, to pan sobie nie radzi w tym zawodzie, a wypadałoby przysyłać kogoś lepiej obytego, prawda? Pan wie ile kosztuje minuta zawracania mojej głowy państwa?
Dziennikarz:
- Przepraszam. Czy w takim razie mógłby pan powiedzieć...
Prezydent RP:
- Ja cały czas mogę powiedzieć, ale najpierw, to trzeba się mnie zapytać. Ale to już trzeba umieć. Oj, widzę, że prezydentem, to pan już raczej nie zostanie. Nawet w małej wsi.
Dziennikarz:
- Panie! Prezydencie! Czy! Skorzysta! Pan! z Arsenału! Środków! Jakie! ma do Dyspozycji! ...
Prezydent RP:
- Co pan tak krzyczy! Kultury trzeba. I wiedzy. Proszę pana, jeżeli jesteśmy w NACIE, tak?, to arsenał nie może być u mnie, tylko w wojsku. Idź pan stąd i przygotuj się pan lepiej, bo teraz to nawet kaczki w kurniku panu wywiadu nie udzielą!



  Jazzski
Przysłowia Jazzski'ego - Sprawy Państwowe
© Nieszczęścia rządzą parami.
© Mądrej słowie dojść - dwie głowie.
© Gdzie dwóch się wybije, tam cieć korzysta.
© Nie ma tego złego, czego by się nie dało zeźlić.
© Z wysokiego stołka krótki spada dłużej.
© Brzydkie kaczątko podwójnie się widzi.
© Mały więcej widzi, bo ma dziurkę od klucza na wprost.
© Dzieckiem w kolebce kto urwał księżyc, ten nie urośnie.
© Małe dzieci - mały kłopot. Mali dorośli - duży kłopot.
© Komu w drogę, temu we dwóch raźniej.



  Jazzski
  Polska znów przoduje   -   ...::::Jazzski ::::...

  Polska dyplomacja podobno lansuje tezę, że wzorzec metra w Sevres w Paryżu już nie jest aktualny. Dodam od siebie, że że Polska posiada także wzorzec drugiego metra (bez pieprzyka) na wypadek, gdyby pierwszy potrzebował się chwilowo obrazić. Stawia to kraj nasz w światowej awngardzie państw odpierających nauki ścisłe. Kiedyś to Rosja brylowała w tej dziedzinie - za prezydentury Jelcyna. Im chodziło, oczywiście, o wzorzec litra. Teraz rządzi tam skromny KGBista, dla nikogo wzorzec. Przodowaniu Polski trudno obecnie zagrozić.
  W drużynie osób pełniących najodpowiedzialniejsze funkcje w państwie czeka już kandydat na uznanie go wzorcem kilometra na godzinę (ze względu na osobliwą szybkość rozumowania). W swych aspiracjach dysponuje on poważnym atutem dodatkowym: kilometrowym wzrostem.
  Następny, nie mniej ważny członek wzmiankowanego ciała, też chciałby przejść do historii nauk - jako wzorzec jednostki mocy. Tu są do pokonania jeszcze niewielkie przeszkody formalne: Koń mechaniczny jest już reprezentowany przez konia z furmanką. Koń ten jest, jak raz, wyjątkowo uparty i nie chce usunąć się z zajmowanego placu. Dlatego pretendent prowadzi wąsko zakrojone rozmowy (z pomocą tłumaczy), w temacie przyjęcia nowej jednostki - "muł mechaniczny".
  Życzmy powodzenia naszym reprezentantom! Kiedy ich plany się powiodą, będzie to i naszym zwycięstwem. Być może pod Warszawą powstanie Miedzypowiatowe Biuro Miar i Wag, gdzie się im urządzi szczelne gabloty, zabezpieczające przed niepożądanym kontaktem.



  Jazzski
  ROMANS DO ROMANA  -   ...::::Jazzski ::::...

  Jestem niesłychanie i niewidzianie uradowany. Udało mi się wymyślić coś pozytywnego o Romanie Gie. Wiem, że kiedy to napiszę, bedę musiał zmienić trasę z domu do centrum, ponieważ gdybym nadal przechodził obok szkoły, będzie mi groziło obrzucenie piórnikami i kawałkami kredy. Jednak poniosę to wyrzeczenie, by donieść Państwu, że w umyśle moim, o ile go mam (jeden z czytelników uznał, a dodatkowo oznajmił mi w liście, że piszę członkiem) - w moim domniemanym więc rozumie powstała wizja - do czego Roman Gie mógłby z powodzeniem służyć Ministerstwu Oświecenia Publicznego. Będzie to pierwszy pozytyw związany z tą figurą. Zarazem rozpocznę starania o rejestrację rekordu w Księdze Guinnessa, gdyż według badań G.U.S. będzie to największa dotąd notowana liczba pozytywów R.G. dających się spożytkować w służbie publicznej.
  Co to za predyspozycja, jaka predystynacja? - Pan woźny w szkole gminnej. Takiej wzorcowej, do pokazywania komisjom z Brukseli, do przeprowadzania wycieczek z rubieży.
Sylwetkę ma w sam raz, głos tubalny, oraz zdolność zrozumienia i powtórzenia regulamunu porządkowego. Surdut się jemu kupi, a mietła już w szkole jest. Oj, będą się jej bali odtąd uczniacy! Wszystkie ankrotyki i inne pistulety on jem każe w domu zostawiać, bo jak nie, to - do derektorki i jeszcze dzwonkiem w ucho!
  Kłaniam się nieśmiele i nie chcę żadnej nagrody.



  Jazzski
  SAMOBRONA (automatic harrow)  -   ...::::Jazzski ::::...

  Wiedziałem, że kiedyś do tego dojdzie. Napisano do mnie list brzemienny w słowa, a przesłanie jego takie: Dlaczego, właściwie, nic a nic nie piszę o kierowniku tego samonośnego, rolniczego urządzenia. Czyżbym go chronił, czy jak?
 - Zgadza się, ale niedokładnie:   Nie jego chronię, tylko nas, wszystkich - jak tu czytują, przed niepotrzebnym wymawianiem brzydkich wyrazów. Bo jakie wyrazy cisną się na usta na widok bezczelnej gęby impertynenckiego parobka, która przymaskowana krawatem w paski o narodowych barwach wyświetla nam się z telewizora i to przy dzieciach? Znalezienie się w łonie organu przewodzącego państwu osobnika z zerowym przygotowaniem i takąż ogładą, zaprzecza idei demokracji w tym jej podstawowym aspekcie, w którym chodzi o wybór reprezentantów narodu spośród najlepszych z najlepszych. Mówić dalej? - proszę:
  Ja tego indywiduum nie widzę. Jest bezbarwny. Nie zostawia merytorycznego śladu. Ale należy mu się szacunek z racji bycia człowiekiem. Trzeba tylko, żeby odnalazł właściwe dla siebie miejsce. Myślę, że świetnie by się komponował na tle chlewu - tak, powiedzmy na 700 sztuk, czyli po świni za weksel. Tam jego zasób rozróżnianych pojęć na pewno wystarczy i naprawdę będzie mógł mówić ex cathedra.
  Ordynację wyborczą do parlamentu należy udoskonalać. Właśnie po to, żeby naszym reprezentantem nie mógł zostać ktoś, tylko cwanie przebrany, za posiadacza rozumu. To się Panu wydaje, Panie Kmieć, że tego wakatu w głowie nie widać w telewizorach. On aż świeci! Mój kot też, kiedy wsadzi głowę w kapeć, uważa że jest w ogóle niewidoczny. Mimo tego on wie, że może pełnić tylko funkcję kota i nigdzie nie kandyduje. Przepisy ordynacji wyborczej jednak nie zawierają mechanizmu zabezpieczającego przed wybraniem kota do sejmu. Kiedy się taki zorientuje, może zostawić swoje podwórko, swoje myszy, kury, kaczki, a nastepnie, po prostu, pójść w posły, panoszyć się w pałacach, miliony wydawać społeczne. Kot w butach, ale prószących słomą po dywanie.
  Jeszcze podkreślę: Nie gardzę człowiekiem, ale oszustwem jego. Jeśli zajmuje miejsce komuś, kto mógłby rzeczywiście pracować mózgiem na rzecz narodu, to dopuszcza się oszustwa wobec ojczyzny.



  Jazzski
  WYZNANIE WIEDZY


  Minister w randze wicepremiera Roman Giertych napisał ksiażkę pt. Kontrrewolucja Młodych.  W rozdziale drugim pod tytułem PRAWDA wyjawia że wie, co to jest prawda. Cytuję zakończenie podsumowujące rozdział:
  "... Nie może być bowiem zmienna prawda, np. że 2+2=4 ... Jeżeli ktoś wie, że dwa plus dwa to cztery, to nie zgodzi się w tej sprawie na żaden kompromis. Jeśli stwierdzamy, że istnieje prawda, to za pomocą rozumu odkrywamy, jaka ona jest. Jeżeli to odkryjemy, musimy być o tym przekonani, gdyż w przeciwnym wypadku wykazalibyśmy się brakiem zaufania do własnego rozumu. Nie możemy więc iść w sprawie naszych przekonań na kompromis lub uznawać kompetencję innych (np. TV) do określania, co jest, a co nie jest prawdą. Musimy domagać się od wszystkich życia zgodnego z prawdą, gdyż tylko prawda wyzwala człowieka z niepewności i daje mu fundament pod prawdziwe życie."       (cytat za: "Jarek Tarnowski - Młodzież Wszechpolska - Jelenia Góra" )
  Przepraszam Państwa za długość cytowanego wywodu. Rozumiem, że zawiłość naukowego języka autora może Państwa onieśmielić. Proszę jednak zadać sobie trud przyswojenia przedstawionych treści  -  bądź co bądź odkrywają one przed Państwem fundamenty patriotycznego myślenia.   Pomogę Państwu w tym:
  Jeżeli dana Małgosia ma dwie cytrynki, a zmienny Jaś nawet dołoży jej dwie śliwki i marchewkę, to owockiem tego zawsze jest 4 (cztery) - lata w poprawczaku. I nie można godzić się w tej sprawie na żaden kompromis, tym bardziej, że krzyżowanie polskich śliwek z niepolskimi cytrusami dawałoby "śliwkotrusy", a żadne RUSY (np. TVP) nie będą nam narzucać swojej prawdy o Małgosi bo (znów cytat) "za pomocą rozumu odkrywamy, jaka ona jest. Jeżeli to odkryjemy, musimy być o tym przekonani, gdyż w przeciwnym wypadku wykazalibyśmy się brakiem zaufania do własnego rozumu".

Piotr Jazzski Wiśniewski rysunek obażanie śmieszności, zdjęcia, życia języka



  Jazzski
  KACZORA Z RZĘDEM TEMU, KTO...  -   ...::::Jazzski ::::...

  Już mi się na temat Kaczorządów ani pisać nie chce (ale Państwo naciskają). Nudni są, niewyraźnie mówią, a kiedy jednak ucha nadstawić ciekawości samej - ujawnia się, że jeszcze mają niedobory w znajomości polszczyzny i ogólnej erudycji. To jest dla mnie przykre i nawet upokarzające, kiedy przypomnę sobie, że powierzono im obowiązki reprezentowania mnie (w łonie narodu) wobec przedstawicieli innych państw. Taki dyplomata pochyla się nad Kaczorem i zachodzi w głowę: O czym on mówi?! Kiedy już tłumaczka przetłumaczy - zachodzi jeszcze bardziej: Czy on wie, o czym mówi?!
  Roczna ilość gaf, zachowań kompromitujących i przejawów niekompetencji naszej "dyplomacji" przerosła dorobek krajów trzeciego i czwartego świata w tej konkurencji, od czasów wyzwolenia ich spod kolonialnego ucisku. Nie jest mi miło, kiedy pomyślę, że ważne osoby z innych państw widząc naszą "reprezentację", myślą że ja też tak wyglądam. Jest mi głupio, kiedy zdam sobie sprawę, że obcy sądzą także, iż jestem w podobnym stopniu "rozgarnięty", jak ten pan, który w moim imieniu do nich mówi.
  Kraje rozwinięte szeroko otwarły dla nas rynki pracy. Dlaczego? - Nie spodziewają się, żeby napływający Polacy zajęli jakieś posady dla "umysłowych". Kto nam tę opinię wyrobił? - Kaczor Donald?  Jednak prędzej - Kaczor Poland. Czasami wydaje mi się, że znalazłbym receptę na wszystko. Ale w tej sprawie nie wiem, co można by zrobić. Przeczekać?
  Ostatnio Kaczor J. oficjalnie zabronił filmowania go z profilu. Ogłosiło to na piśmie jego biuro. Nazajutrz, kiedy dziennikarze nie chcieli interesować się się tym, co mówi od przodu, oświadczył pośpiesznie, że nic ne wie o zakazie, a profil nadal jest legalny. W czasie przeczekiwania Polska może spaść do trzeciej ligi Europy. Ale przynajmniej ktoś stara się, żebyśmy w tym czasie mieli z czego się pośmiać. Cytat z Kaczora: "Mimo niebywałym atakom, mimo prowokacjom, ludzie ciągle wierzą w PiS".
- Obaj?
polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski



  Jazzski
  CO SIĘ STAŁO 11 LISTOPADA?  -   ...::::Jazzski ::::...

  Ponieważ zbyt mała część pytanych przechodniów wie, skąd się wzięła data 11 XI jako święto narodowe Polski, czuję się głupio. Koleżanki i Koledzy! Zanim wszyscy wyjedziecie do Anglij, Szkocyj, Irlandyj, Islandyj i Wyspów Seledynowego Przylądka, radzę nauczyć się na pamięć nazwy naszego kraju. Przypomnę: "Polska". To na wypadek, gdyby któreś z Was się zgubiło i chciało już do domu. Adres Polski można znaleźć z pomocą policji, albo miejscowej rady szamańskiej,
ale podam: leży pomiędzy 54°50' a 49°00' szerokości geograficznej północnej i pomiędzy 14°07' a 24°08' dł. geogr. wschodniej. Ludność - jeszcze niedawno 38 milionów.
polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski   Historia nasza w tym miejscu Europy liczy ok 16 wieków. Najnowsze dzieje Republiki Polskiej zaczynają się dnia 22 listopada roku 1918. Wtedy Józef Piłsudski (formalno-prawnie Regent Królestwa Polskiego) przyjął urząd Tymczasowego Naczelnika Państwa i zmienił nazwę państwa z Królestwa Polskiego na Republikę Polską. Co więc stało się 11 listopada? Tego dnia Rada Regencyjna przekazała brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu naczelne dowództwo nad wojskiem w Polsce. Ale wcześniej, bo 7 października 1918 roku rada ta ogłosiła niepodległość Polski, po okresie zaborów. Tę niepodległość naruszyli dopiero w r. 1939 niemieccy faszyści w porozumieniu z rosyjskimi komunistami.
  Dlaczego zatem 11 listopada, a nie np. 12 października, kiedy odebrano wojsko z rąk generał-gubernatora warszawskiego Hansa von Beselera?
  Po prostu, którąś datę w końcu trzeba było wybrać i tyle. Ale kiedy już ją wybrano, dobrze byłoby, żeby Polacy ją znali i szanowali, bo to chyba coś warte, że żadne obcojęzyczne zbiry nie narzucają nam karabinami swojego stylu bycia, prawda?   Winę za to, że Polak nie wie, jakie wydarzenia upamiętnia święto narodowe, ponosi administracja państwa, która umie popularyzować walkę z trupem komucha, ale nie potrafi wypromować wiedzy - skąd się nasza wolność wzięła.



  Jazzski
 PO CO ZARAZ  LECZYĆ? - UCIĄĆ NIE WYSTARCZY?  -   ...::::Jazzski ::::...

  Pan Religa Minister - skądinąd postać pozytywistyczna - wysunął był projekt zakazu sprzedaży alkoholi nocą. Miałoby to skutkować zmniejszeniem kosztów państwa, poprzez zredukowanie społecznych skutków narodowego opilstwa - w skrócie ujmując. Niepokoi mnie, co się panu ministru stało. Dotąd był to inteligentny mężczyzna, który wie mniej - więcej, jakie były efekty prohibicji w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Że sprzedaż trunków drastycznie wzrosła, natychmiast wytworzyła się moda, nawet snobizm na picie, powstały tysiące zakonspirowanych lokali z wódą, setki setek wytwórni podłej, nie trzymającej norm jakościowych whisky, a mafia zyskała pożywkę dla swych interesów i urosła w potęgę.
  My w Polsce pamiętamy czasy, kiedy sklepy z alkoholem zamykano o osiemnastej - dwudziestej. Miliony melin z wódką prosperowały w najlepsze. Były w każym mieście, miasteczku, wsi i w każdej instytucji. Milicja Obywatelska po cichu ochraniała jedne, a nękała inne. Skonfiskowane flaszki odsprzedawała, zarobione pieniądze - przepijała (słynny przykład Placu Zbawiciela w Warszawie). Komunistyczne władze PRLu wprowadzały też prohibicję w czasie świąt państwowych, oczywiście powodując wzrost sprzedaży (w dni poprzedzające) i pomnażając dochody półświatka, no, ale po tych władzach nikt nie spodziewał się chęci prowadzenia narodu w stronę cywilizacji, tylko raczej woli upodobnienia nas do "Ludzi Radzieckich".
  Psychologia, socjologia, trzeźwe myślenie - każda z tych dziedzin już dawno wykryła istnienie "efektu owocu zakazanego". Kiedy czegoś zabraniać, rzecz zyskuje na atrakcyjności. Ja nigdy nie zacząłbym palić w szkole papierosów, bo są gorzkie, śmierdzą i kosztują, gdyby ten czyn nie niósł ryzyka kary. Co może bardziej podniecać niedojrzałego osobnika niż palenie, picie i kopulacja? Dobro zarezerwowane tylko dla dorosłych - uuuu! Czy zatem pan Minister (skadinąd porządny fachowiec i społecznik) na starość zatracił dorobek życiowej i naukowej wiedzy? Wirtuoz smaku Nakłowicz skomentował to tak, że jak kto chce zakazu alkoholowego w nocy, musi nocami nie pić. A kto nie pije nocą - widocznie pije w dzień. Ale ja wtedy pytam - kiedy zajmuje się organizowaniem naszego zdrowia? Czy chodzi do pracy? Szkoda by mi było uszczuplać skład rządu mojego kraju o trzeźwego lekarza. Rząd potrzebuje doktora - to jasne. A my potrzebujemy niechorego rządu.



  Jazzski

 NA RÓWNY ROZUM  -   ...::::Jazzski ::::...

  Noga mi zdrętwła. Bo trzymałem pomiędzy dwoma kotyma i długo żem nie wyciągał. Koty Guzik i Pętelka nazywająsie i oba są pci przeciwnej. Niż męska. Zapętliły się one odnóżami, dodatkowo więżąc moje nożysko wpośrodku. Cożem się nawyciągał - mówię Wam! Ale trzeba było, bo siedziałem takim mimogębkiem, że i ono mi ścierpło, aż musiałem rozmasować. Masuję sobie, masuję - masu, masu, a na wprost mnie telewizor - i tak jakoś nietypowo patrzysie. W telewizorze stoi Panpremier w trawie podlubelskiej, dookoła siebie ma mikrofony na patykach i kolekcję oficyjeli - wszystko poutykane w badziewiu. Więc ja zaraz: "noga - siad!, i ogólnie - leżeć!". Bądźktobądź - mówić, osoba, do nas będzie - uszanować trzeba, bo każdy wie, że łatwo mu to nie przychodzi.
  No i mówi, niebożę, a niewieda o co idzie jemu. - Że tu drogę zbuduje, ło - tu, wedle tych kępów, bo w Lubelskiem droga potrzebna jest. Patrzę - gdzie ma jakąś łopatę, albo kilof, ale nie ma. Ani łun, ani degnitarze jego. Temi patykami mikrofonowemi bedo? A ten - że nie dziś, tylko w 2013-tym roku. No, to czego już tera chwalisie? To jemu już atutów do propagandy sukcesu zabrakło, aha?!
  No, chyba że łun przewiduje te kamienie tłuc przy drodze za karę, bo już wie, jakie paragrafy go obejmo za te lat siedem. To by było i z rozumem, boć przecie wtedy, to już on do mikrofonów może nie dostaćsie.

polityka, tekst, satyryczny rysunek, Piotr Jazzski Wiśniewski




  Jazzski
  UCZCIWY POLITYK ISTNIEJE.    -   ...::::Jazzski ::::...

  Ludzieee! trzymajcie mnie, bo zgrzeszę. Myślą, mową, pisaniem i naciskaniem enter.
I już, czytelnikuczyczko, myślisz, że zaraz nastąpi coś wyuzdanego do granic pojmowalności (a wiecie, że kobiety, to większe świntuchy od nas - facetów?). Więc, nastapi coś w tym guście, bo, mimo'm pacyfista, to już nie zdzierżę, że rząd wołów u karety rządu. Uzdy pozdejmować, wyprząc i na zielone pastwiska popędzić. Szkodniki zakompleksiałe. Rydzykolepperogiertychochołubcy. Dla utrzymania się przy żłobie gotowi zaprzeć się ideałów przez siebie na horągwi dźwiganych.
  Uczciwy polityk patrzy dobra kraju, a nie partyjej swey! - Nie śmiać się (tupię w stół)! - uczciwy polityk istnieje i mam wiarę nań natrafić. Pójdziemy se razem do ogroda i bedziemy se dyrdymecki smykać, jak zagospodarować to jedno miejsce we parlamencie, przynależne mniejszości naiwnych.




  Jazzski
  NIKT NIE JEST BEZPIECZNY    -   ...::::Jazzski ::::...

  W ostatnich dniach stado krów białoruskich przepłynęło Bug i szczęśliwie wylądowało po stronie polskiej. Zanim krowy zdążyły formalnie zwrócić się do władz o azyl, stado ludzi w mundurach i bez, zapakowało je do ciężarówek i przewiozło z powrotem na Białoruś, mimo oczywistych represji, które spotykają tam renegatów. Zrazu myślałem o naszych pogranicznikach tylko źle - dopóki nie zrozumiałem: Oni wiedzą, że w Polszcze też nikt nie może czuć się bezpiecznie.
  Każdy z nas może zostać okradziony, oszukany, pogwałcony, a na koniec za to ukarany. Wszystko to zgodnie z prawem. Tysiące boguduchawinnych osób zapłaciło firmie TPSA wielotysięczne rachunki za przekierowanie ich modemowego połączenia na jakiś egzotyczny, komercyjny adres wbrew swojej wiedzy i chęci. Firma TRELE 2 wysyła do ludzi listy polecone. Podpisując odbiór listu w okienku poczty, mimowiednie podpisałeś umowę zobowiązującą cię do płacenia, np. przez rok, za usługi telefoniczne o których nic nie wiesz i wcale ich nie chcesz. Wczoraj gruchęła kolejna afera: Ludzie otrzymują rachunek za telefon, regulują go... i okazuje się, że inna firma podszywa się pod TPSA, a ty - płacąc - automatycznie zamówiłeś jakieś kosmiczne usługi teleadresowe na koleje lata i nie wolno ci zrezygnować, bo - komornik!   Indagowana w tych sprawach prokuratura odpowiada: to jest działanie legalne (sic!).
  Rząd utworzony z osób, które wybraliśmy po to, żeby za nasze pieniądze i w naszym imieniu regulowały prawo dla naszego bezpieczeństwa, nie ma czasu na statutowe powinności. Całą parę zabierają mu wojenki z innymi "parlamentarzystami" o to, która drużyna zajmie wyższe stołki i, oczywiście, apanaże. Zwycięski zespół wyłania się - nie na drodze wykazywania swojej lepszości, tylko poprzez zajadłe dyskredytowanie konkurentów, z obrzucaniem nieczystościami włącznie.
Dziękuję bardzo! Mam jeszcze ostatnie pytanie: Ponieważ parę usób chciałoby się już katapultować z naszego kraju - gdzie jest ta dźwignia?
  Ja wiem, że Białorusin ma gorzej, a już białoruska krowa, to dopiero ma po byku kłopoty. Ale, przepraszam, czy my znowu nie żyjemy we własnym kraju? Czy to nie my, przypadkiem, jesteśmy pracodawcami wszelkich służb państwowych i czy nie z naszych to pieniędzy uszyto im mundurki?

  Nie chcę już Cię zasmucać, Czytniku Miły, dlatego przypomnę Ci, że jednak w bardzo przyjemnych czasach żyjesz.  Za, np, Ludwika XIV w Wersalu pośród pałacowych korytarzy smród unosił się powszechny, bo, gdyż, ponieważ, albowiem w każdym kącie leżały ludzkie kupy, a schodami spływał dworzan mocz. Kąpano się co najwyżej dwa razy do roku, a i to niechętnie, ponieważ doktryna kościelna głosiła wszeteczność wszelkiego mycia. Brud był w cenie najwyższej - jako znak pobożności, cnoty i pokory. Ciała dostojników pokrywał pancerz robactwa, a dopiero w drugiej kolejności koszula. Ze świata zwierząt udomowionych - pchły, wszy i pluskwy były najbliższym towarzystwem człowieka. Tyle z pałacu. A pospólstwo?... nie, dzisiaj tego nie napiszę. Jeszcze przede mną kolacja. Semantycznego!



  Jazzski
  BISKUP SŁUSZNIE PRAWI    -   ...::::Jazzski ::::...

  Biskup Kazimierz w rozmowie z dziennikarką:
  "Nie lubię wciągania chrześcijaństwa na polityczne sztandary. Zawsze wydaje mi się to podejrzane."
  Nie musi się wydawać. Jest podejrzane. Ktoś prawy nie musi fatygować siebie i swoich pieniędzy, w celu wylansowania swej prawości. Podobnie, jak mądry nie odczuwa potrzeby rozpowiadania, że na pewno jest mądry. Jeśli zatem widzisz polityka (czy większą ich partię) który poobwieszał się symbolami patriotyzmu, odwołaniami do prawdy, rodziny, religii, sprawiedliwości i innymi wartościami - wiesz najprościej, że taki delikwent coś ukradł, a strój poczciwca też nie jest jego. Usiłuje cię przechytrzyć jak wąż Ewę, pobłyskując Ci przed oczyma odpustowymi lustereczkami, mającymi Cię łudzić, że jest on brylantem. "Daj mi swój podpis! Będziesz zdrowy, bogaty i spotkasz wysokiego blondina, tylko daj mi swój podpis na liście wyborczej!".
  Ja od dawna pytam - dlaczego nie ma jakiejś "Nieideologicznej Partii Zwykłego Rozumu"? Partia ta nie zajmowałaby się nagłym wyciąganiem zmumufikowanego komucha z szafy, ani Żyda spod peruki, ani nawet pedała z roweru, tylko zostawiłaby te zabawy dzieciom z piaskownicy w osiedlu dla rodzin patologicznych. Nie traciłaby pieniędzy podatników na kampanie udowadniające, że inne stronnictwo jest be, najbe i przenajbe. Ta partia zajęłaby się po prostu główkowaniem nad gospodarką, polityką zagraniczną i - żeby mnie było stać na pójście do lekarza.
  Takiej partii nie ma, bo Ty, Debilu, byś na nią nie zagłosował. (Och, Złociutka - to nie było do Pani, tylko do tamtego debila). Bo Ty, Ćwoku, znowu dasz się omamić temu propagandowemu smrodzeniu o bronionych wartościach, "które już ojcowie ojców naszych... ble, ble ... i sprzedali Europie za trzydzieści srebrników".
  Polityk coś wart, nie zacznie od niszczenia politycznej konkurencji, jak Stalin, tylko od gospodarzenia. Po tym go poznasz.
  Amen.



  Jazzski
  UWAŻAĆ NA OŚCI!   -   ...::::Jazzski ::::...

  Pożyczę Państwu dobrej niedzieli (proszę nie oddawać, bo ja już mam). Nie wieda jednak, zali dla wszytkich dobrą ona się pokaże. Jeśli, boniewiem, ten co ma ciurewicz, też pokaże? Co on może mieć do pokazania? Wyjdzie mu takie cóś - pożal się Boguś - że red. red. X,Y i Z zbierali materiały do reportaży przy tym samym stoliku kawiarnianym, gdzie onegdaj, albo dwa dni później, siedział agent Szpicbródka zamieszany w to, że pracował za czasu byłego, niesłusznego już prezydenta (nazwiska nie wolno mi wypaplać, zdradzę tylko, że mieszka w Gdańsku-Oliwie przy ulicy Polanki 54).
  Może też ujawnić skandal, że pani Ą z panią Ę, które, jak się wykryło, są ciotecznymi żonami prezesa Ó, przymierzały ciuszki w butiku, w którego radzie nadzorczej zasiadał, siedzący i teraz, baron Kaszagryczana. Polecą ludzie ze stanowisk - hu, hu, huuu!
  Bój się i Ty, jeśli nie baczyłeś, od kogo kupujesz papiery toaletowe i w czym je lokowałeś. Sprawdź wszystkie kwity żony - na którą dawała tacę. Na koniec wszystko spal, dobrze radzę. Świętych nie ma. Paragraf na każdego jest już napisany - kwestia dopasowania.
  Życzę Państwu smacznego deseru. Ale wcześniej, przy rybie - na miłość boską - proszę uważać na ości!



wzgó
















strona główna

(muzyka mp3,
opowiadania,
zdjęcia...)







nie ma dobrych znanych polityków
_______
*
statystyka